środa, 31 lipca 2024

Wychodzą

Kalina i jej mąż co wieczór wychodzą na spacer. Wczoraj gapili się na pięknej łące na zorzę polarną (nie zawitała) i starlinki (nie przeleciały). Dziś pojechali na wyspę, na której stoi piękna, stara katedra. Chodzą, bo Kalina chce trenować jak pies przewodnik: w różnych miejscach, w różnych okolicznościach. A to w tłumie, a to po ciemku, a to w hałasie, a to w świetle nadjeżdżających samochodów. Chodzenie, patrzenie w górę i w dół,  obracanie się, schylanie. Różne męczące czynności. 

A gdy wracali, Kalina dostała jakiejś pomroczności. Jest teraz przykro Kalinie, bo czuje się, jakby cofnęła się w zdrowieniu o lata świetlne.

Jutro jedzie Kalina na badanie słuchu. Prawdopodobnie obrzęk dosięgnął trąbki Eustachiusza i zatyka się Kalinie ucho co chwilę. A dodatkowo słyszy Kalina stado szarańczy, kłócących się o to, która z nich najgłośniejsza. W jednym uchu słyszy. A przez to nie słyszy Kalina innych rzeczy. Tych raczej ważniejszych. 

Córki wyjechały razem na Kretę. Mało piszą i mało przesyłają zdjęć. I dziś surprise: zadzwoniły, że obie są chore. Jedna czuje się już lepiej, więc zaczęła nawet wychodzić z budynku. Druga ma bardzo wysoką gorączkę i leży cały czas w łóżku. Ta z gorączką ma mieć za tydzień usuwane migdały. Nie wiem, jak jej to powiedzieć, ale chyba migdały będą musiały poczekać...

piątek, 26 lipca 2024

minuta

Kalina położyła laptopa na kolanach i umościła się na kanapie. Minęła minuta i laptop się wyłączył. Rozładowana bateria.

Kalina podłączyła laptopa do ładowarki i umościła się na kanapie. Minęła minuta i laptop się wyłączył. Ładowarka nie była podłączona do prądu.

Kalina podłączyła ładowarkę do prądu i umościła się na kanapie. Minęła minuta i laptop się wyłączył. Przedłużacz, do którego podłączyła Kalina ładowarkę, nie był włączony.

Kalina włączyła przedłużacz i umościła się na kanapie. Minęła minuta i laptop się wyłączył. Przedłużacz nie był podłączony do prądu.

Kalina podłączyła przedłużacz i umościła się na kanapie. Minęła minuta i laptop działa. Życie jest piękne.

Pytanie badawcze:

Jak to możliwe, że niepodładowany laptop po ponownym włączaniu działał aż tyle razy po minucie, skoro za pierwszym razem twierdził, że jest rozładowany?

Kurtyna :-D

czwartek, 25 lipca 2024

napastnik

 Widziałam program o historii sprzed lat. 

Młody mężczyzna z bronią maszynową wtargnął do amerykańskiej szkoły, oddał kilka strzałów, dotarł do sekretariatu i zaczął tam przedstawiać swoje żądania. Sekretarka przez radiowęzeł zarządziła alarm i zaczęła prowadzić rozmowy z napastnikiem. Ponieważ zadzwoniła na numer alarmowy, jej rozmowy z mężczyzną zostały nagrane. 

Była to jedyna napaść z bronią maszynową na amerykańską szkołę, która skończyła się bez ofiar śmiertelnych. A nawet bez rannych osób. 

Sekretarka osiągnęła wyżyny negocjacyjne. Udało jej się zyskać zaufanie mężczyzny, w przedziwny sposób zatroszczyła się o niego. 

Gdy po jakimś czasie do budynku weszła policja, młody napastnik leżał na brzuchu na podłodze z rękami na głowie a jego broń spoczywała na biurku sekretarki. Kobieta dokonała tego życzliwą rozmową, jednocześnie uzyskała jego zgodę na informowanie przez radiowęzeł uczniów i nauczycieli, że alarm nadal trwa i nie można opuszczać sal. 

Mam mnóstwo przemyśleń. Przemyśleń związanych z tym, jakie osoby promowane są w mediach, o jakich się pisze, jakie osoby opływają w bogactwo, będąc bożyszczami mas. 

Mąż opowiedział mi o pewnym programie telewizyjnym. Jedna osoba wybiera sobie na randkę partnera/partnerkę, oceniając nagie ciała kandydatów. Znam mojego męża dość długo i wiem, że ma niewiarygodne możliwości wymyślania tego typu historyjek, ale tym razem jego opowieść była niesmaczna. Powiedziałam mu, że jego wyobraźnia poszła za daleko. I wtedy pokazał mi jeden z odcinków. To dzieje się naprawdę. Naprawdę telewizje w różnych krajach pokazują takie programy: jedna osoba stoi przed nagimi ciałami kandydatów, przygląda się im, komentuje i wybiera partnera/partnerkę. Ktoś to wymyślił, ktoś napisał scenariusz, ktoś reżyseruje. Brak mi słów, żeby to skomentować.


piątek, 12 lipca 2024

czapki

Rośliny na balkonie Kaliny pochłaniają promienie słoneczne wiadrami. 

Wiadrami też pochłaniają wodę, 

Kalina układa się wygodnie na stareńkim drewnianym leżaku i wszystko to obserwuje. 

Kupiła sobie Kalina przezabawną czapkę do sauny i w niej przesiaduje na balkonie. Kalina musi chronić głowę przed słońcem, tylko niestety zapomniała zapytać, dlaczego. Czy problemem są promienie UV, czy też temperatura?

Na wszelki wypadek Kalina chroni się przed jednym i przed drugim. Grubaśna, śmieszna turkusowa czapka chroni czerep przed temperaturą i promieniami, 

- Może będziesz chodziła w słomkowym kapeluszu po babci? - spytał mąż Kaliny, który nie jest fanem czapki leśnego skrzata.

Niestety słomkowy kapelusz podrażnia skórę z blizną i daje nieprzyjemne wrażenia. Czapa skrzata wygrywa. The Oscar goes to Kalina w turkusie na łbie. 

Jutro  Kalina będzie pływać na SUP-ie na pustym, pięknym jeziorze w samym środku puszczy drawskiej. No, na prawie pustym, bo obok Kaliny będzie pływał mąż. Mąż nie lubi wody i pływanie na SUP-ie jest dla niego sporym poświęceniem. Docenia Kalina. Docenia. 

środa, 10 lipca 2024

dobra

 No dobra, już dobra... 

Trochę marudzi Kalina, ale też wie że ma w życiu dużo szczęścia. Chociaż czasem o tym zapomina. 

Dzisiaj ponad 30 stopni w cieniu. Nie narzeka Kalina, oj nie. Każdy upał jest lepszy niż zimowa lodowata wilgoć. 

W sobotę Kalina i jej mąż jadą nad jezioro popływać na SUP-ach. "Ty będziesz pływać tylko na siedząco" - zdecydował mąż Kaliny, ustalając regulamin wycieczki. Innych punktów w regulaminie nie ma. 

niedziela, 7 lipca 2024

abstrakcyjne

Kalina nie czuje się osobą, która jest chora, ani też osobą, która była chora. 

Doświadczenie choroby jest dla Kaliny zbyt abstrakcyjne. 

Kalina czuje się osobą, która dochodzi do siebie po operacji. Bez zbędnego wdawania się w szczegóły. Kalina nie chce myśleć o tym, co to była za operacja. Była zbyt poważna, żeby można było lekko żyć  myśląc o niej. 

Na głowie Kaliny odrastają włosy. Są krótkie i bardzo sztywne. Jak szczecina. Kalina chodzi w fikuśnie wiązanych na głowie chustach. "Znasz tych ludzi? Wszyscy patrzą na ciebie..." - spytała dziś przyjaciółka, gdy przechodziła z Kaliną obok kawiarni. Nie zna Kalina. To tylko ludzie tak reagują, gdy widzą kobietę w chuście. Dziwne, ale prawdziwe. 

Kalina ma uszkodzone mięśnie, co widać. Opuchlizny nie da się ukryć. Kalina nie może nosić normalnie okularów, bo nie mieszczą się na obrzmiałych tkankach. Nie może też normalnie jeść, bo żucie stało się dość kłopotliwe. 

Przeważnie nie boli. Ból pojawia się nagle, gdy Kalina szybciej się poruszy, gwałtownie przewróci się w nocy na drugi bok, szybciej wstanie. A czasem bez powodu. Zupełnie jakby ból chciał Kalinie przypomnieć, że Kalina jest teraz pomnikiem przyrody i należy ją chronić. Kalina raczej nie bierze już leków przeciwbólowych. Tylko czasami, gdy ból nie mija po kilkunastu minutach. Bo z nim nie da się żyć. Jest stresujący. Niepokojący. Inny niż zwykłe bóle głowy. 

Kalina nadmiernie reaguje teraz na mocne światło, na nagły hałas i niektóre zapachy. Mózg jeszcze nie doszedł do siebie po operacji. Podobno tak to z nim bywa. 

niedziela, 30 czerwca 2024

znalazł

Gdyby ktoś znalazł zagubioną motywację Kaliny, to uprasza się o zwrot. 
Nie była to duża ilość, ale teraz zniknęła zupełnie i od jakiegoś czasu Kalina ma chęć na nic. 

czwartek, 13 czerwca 2024

gorzej

Kalina widzi, w jak wielu sytuacjach kobiety są traktowane gorzej niż mężczyźni. 
Pielęgniarki, przedszkolanki, opiekunki społeczne, nauczycielki - nikt nie szanuje tych zawodów. Bo są "kobiece".

Koleżanka Kaliny była na rozmowie o pracę w ogromnej firmie rachunkowej. To budżetówka, obsługa publicznych placówek. Pracuje tam ponad 50 kobiet i jeden mężczyzna. 
W rozmowie o pracę uczestniczyły trzy panie i ten właśnie pan. Był gburowaty, zadawał pytania, ale nie słuchał odpowiedzi. 
Trzy panie były uprzejme, życzliwe. Znały się na księgowości. 
Pan był dyrektorem. Znał się na byciu burakiem.

poniedziałek, 10 czerwca 2024

powracających

Dziś pierwsze dłuższe wyjście z domu. 

Skończyło się ogromnym bólem, zawrotami głowy, zmęczeniem graniczącym z wyczerpaniem. Wejście do domu po schodach odbyło się przy motywujących komentarzach młodszej córki (mamo, jeszcze tylko kilka stopni i po płaskim do łóżka).

Powolutku - mówi sobie Kalina, gdy Kalina chciałaby gwałtownie wstać. Nie da się. Jeszcze nie.

Bolą podziurawione i pozszywane kości, boli skóra, bolą poprzecinane mięśnie, boli perspektywa zdejmowania szwów, boli konieczność jutrzejszej rozmowy z chirurgiem o nowych zasinieniach i opuchliznach.

Kalina nie ma czucia na sporym obszarze wokół rany. Bardzo nieprzyjemne uczucie. Jest szansa, że to minie. 

Wczoraj rano Kalina bardzo spuchła, a przy ranie pojawił się spory siniak w kształcie długiej, szerokiej kreski. Prawdopodobnie pękło jakieś większe naczynie krwionośne. Kalina przerażona. Rodzina natychmiast w pełnej gotowości, ustalają tryb postępowania. Dokładne zdjęcia do porównań, chłodzenie lodem. Kalina leży z pozycji półsiedzącej. Stres. Potworny stres. Mąż i córki Kaliny próbują zachować spokój. Kalina też. Dziś opuchlizna zmniejszyła się, siniak stał się bledszy. 

Jedna ze znajomych kobiet powiedziała Kalinie, że nie powinna się Kalina tym wszystkim za bardzo przejmować. Musi Kalina koniecznie poszukać poradnika "Jak nie przejmować się za bardzo, gdy ma się poćwiartowane ciało - poradnik dla powracających z bitwy pod Grunwaldem oraz dla osób po operacjach". Chwilowo Kalina czuje się, jakby należała do tej pierwszej grupy. 

niedziela, 9 czerwca 2024

cytując

Nie podoba się Kalinie, że w poprzednim poście przeklęła razy kilka, cytując.

Nie podoba się.

Chciałaby Kalina używać pięknej polszczyzny, pełnej wyraźnych, barwnych słów. Bo przecież można użyć całej listy cudownych polskich przymiotników w poprawnej lub niepoprawnej formie. A nawet rzeczowników, czy innych, za przeproszeniem, przydawek.


piątek, 7 czerwca 2024

wszechświat

Napisała do Kaliny jej przyjaciółka. Nie miały ze sobą kontaktu od czterech miesięcy.
Zawalił jej się świat, rozstała się z facetem, chce pogadać. Kiedy masz czas? - spytała.
- Przyjedź do mnie teraz - odpisała Kalina. - Jestem sama w domu. Dasz mi zastrzyk przeciwzakrzepowy. Tylko ostrzegam, że kiepsko tulę, bo mam 15-centymetrową bliznę po operacji.
- Boże. Jadę. Cholera. O kurwa. Kalina. Jadę. Przepraszam. Chuj z facetem. Jadę. Kalina. 

Przyjechała.
Dała zastrzyk. 
Potuliła obszary niebliznowe Kaliny.
Dostała przytulenie pofacetowe. 
Tak działa wszechświat.



środa, 5 czerwca 2024

Siły

Książkowo. 

Rutynowo.

Bez komplikacji.

Tak przebiegła operacja Kaliny. Pierwsze dni po operacji to szybkie postępy. Siadanie, wstawanie, chodzenie, pierwszy prysznic, pierwsze schody. 

Teraz Kalina jest już w domu i odczuwa cały ciężar stresu, w którym żyła przez ostatnie miesiące. 

W szpitalu powtarzano Kalinie, że tak ciężkie operacje są bardzo trudne dla osób aktywnych. Nie jest łatwo nie robić nic i regenerować siły. Kalina widzi, że to trudne. 

Plan na najbliższy czas:

1. Żadnych planów

2. Robić to, co akurat sprawia przyjemność

3. Doceniać 

4. Doceniać

5. Doceniać



środa, 29 maja 2024

Po

 Jestem po. 

Strachu

Za godzinę.

Kalina, ubrana w niebieskie papierowe wdzianko, zdezynfekowana, czeka.

A dokładnie: czeka trzęsąca się ze strachu i płacząca z przerażenia Kalina. Takiej Kaliny Kalina jeszcze nie widziała. 

Operacja będzie prosta, Może nawet tylko 2-godzinna. Tak mowi lekarz. Kalina zyska 15-centymetrową bliznę, a straci sporego guza. To wygląda na atrakcyjny układ. 

Tylko ten stres... 

Kalina boi się i próbuje zrozumieć, czego dokładnie się boi, żeby zracjonalizować i zmniejszyć lęk. Za trudne. Poziom lęku jest tak wysoki, że przyćmiewa słabiutki dziś rozum. 


sobota, 25 maja 2024

ekipa

Kalina wróciła wczoraj wieczorem z urodzin młodszej córki. Już dorosłej. Impreza udana, dzieciaki wspaniałe. 

12-osobowa ekipa bawiła się tak, jak można sobie tylko zamarzyć: piekli ziemniaki i burgery na ognisku, pili poncz z wielkiej miski, zjedli po kawałku tortu i sernika, śpiewali, grali w mafię i kometkę. 

Rozwiesili lampki na drewnianym, obrośniętym porostami płocie, siedzieli na leżakach, spali w drewutni na wojskowych materacach w ogromnym ścisku: wszystko idealnie.

Rano pływali na SUP-ach i kąpali się w jeziorze.

Robią teraz plany na przyszłość. Dwie osoby przygotowują się do egzaminów do szkoły pilotów, jedna osoba chce studiować medycynę, ktoś będzie zdawał na astrofizykę, ktoś na psychologię, jeden chłopak chce być zawodowym siatkarzem, a dziewczyna - inżynierem lotnictwa. Jedna osoba wyjeżdża na studia do Stanów, jedna do Danii. Jedna osoba będzie studiować inżynierię biomedyczną. Życie przed nimi. 

Za kilka/kilkanaście lat będą zmieniać świat na lepsze. Kalina wie, że dadzą radę. O 3 nad ranem sami sprzątnęli wszystkie naczynia i śmieci z podwórka, pochowali jedzenie do lodówki, zabezpieczyli rzutnik i aparat, odłączyli prąd od oświetlenia. Kalina wstała rano, żeby uratować resztki tego, co jeszcze da się uratować i oniemiała: podwórko było w stanie idealnym. Sprzątnęli. Nie chcieli zostawiać bałaganu na noc. 

Starsza córka Kaliny uważa, że entuzjazm Kaliny odnośnie do polskiej młodzieży jest niezasadny. "Mamo, to jest najlepsze liceum w mieście. Najtrudniejszy profil. To są wyselekcjonowane osoby." - mówi. 

Ale Kalina chce wierzyć, że dzięki takim ludziom będzie lepiej. 

czwartek, 16 maja 2024

ogarnięte

Kalina była wczoraj u dentysty. 

Ząb po leczeniu może jeszcze boleć kilka dni. Gnojek usłyszał to i wykorzystuje sytuację. Bezczelnie boli.

I ta pozornie zła sytuacja jest w sumie dobra, bo ból zęba nie jest mocny, a sprawia, że Kalina nie czuje innego bólu. Tego związanego z chorobą. 

Jedna z mam z klasy Kaliny przeczytała Kalinie, co rodzice piszą na swojej grupie. To wzruszające. 

"Pani Kalina zawsze stawała w obronie naszych dzieci, a może teraz ona potrzebuje jakiejś pomocy?"

Kalina nie potrzebuje teraz pomocy. Wszystko jest ogarnięte (lubię to słowo!). 


Napisała ogarnięta acz chora Kalina. 

poniedziałek, 13 maja 2024

zaangażowana

Biorę teraz nowe leki, po których jest mi bezustannie niedobrze. Boję się, że zacznę mniej jeść, a i tak już bardzo schudłam.

Pomyślałam, że może jest jakaś korzyść ze schudnięcia i przymierzyłam sukienkę mojej córki - mamy teraz ten sam rozmiar: S/XS. Niestety - sukienka jest mi za wąska w żebrach. Tu nie schudłam. 

Nauczycielka wspomagająca z mojej klasy przyniesie mi dziś prezent od uczniów. Podobno zrobili go, gdy jeszcze nie wiedzieli, że nie wrócę w tym roku szkolnym do pracy. Pewnie się wzruszę.

Wicedyrektorka zaproponowała mi, że mogę przez nią przekazać coś rodzicom, którzy przyjdą na zebranie. Wolałabym przekazywać przez kogoś innego. Ona na wiadomość ode mnie, że nie wrócę do pracy do końca czerwca, zareagowała najgorzej, jak mogła: zmartwiła się, że nie ma kto wystawić ocen moim uczniom. Żadnego "wracaj do zdrowia", albo "trzymaj się". Tylko bezduszne myślenie formalisty. 

Moja starsza córka przyjeżdża do Polski - robi niespodziankę młodszej siostrze i pojawi się na jej urodzinach. Zostanie aż do dnia, gdy ja będę przyjęta do szpitala. Bardzo jestem jej za to wdzięczna. Ona ma na mnie bardzo dobry wpływ: motywuje mnie do robienia różnych rzeczy i chociaż wcale nie chce mi się tego wszystkiego robić, wiem, że tak jest dobrze. I wcale nie zdziwię się, jeśli okaże się, że podczas jej pobytu w Polsce będę zaangażowana w tysiące różnych jej spraw. Naturalnie będę udawać, że nie widzę, że to wszystko dla mnie. 

I naprawdę cieszę się, że nie ma dowodów na to, że moja choroba jest dziedziczna. Jestem pierwsza w rodzinie, która dostała od losu takie kukułcze jajo i mam nadzieję, że na mnie się skończy.


sobota, 11 maja 2024

lekcje

Uwielbiam sobotnie lekcje angielskiego. Dojrzałe, wesołe kobiety są uczone przez dojrzałego, wesołego pana.

Pan wymyśla takie zdania do tłumaczenia, że czasem trudno zachować powagę. 

I jedna z nas męczy się z gramatycznymi zawiłościami, podczas gdy pozostałe kwiczą ze śmiechu.

Na przykład dzisiaj:

- Jakiś czas temu przebiegłam boso maraton.

- Och, doprawdy? Ile czasu spędziłaś potem u pedikiurzystki?

Albo:

- W zeszłym roku pracowałam jako kaskaderka w filmie.

- Podejrzewam, że raczej nie grał w nim Tom Cruise. Gdyby to był film z Tomem Cruisem, nie byliby potrzebni kaskaderzy.



czwartek, 9 maja 2024

rutynowa

Lekarz numer jeden z listy Kaliny zoperuje Kalinę. To wiadomość tygodnia. Miesiąca. Roku. 

Szpital blisko domu, bez szukania znajomości, poparcia, pieniędzy i Bóg wie czego jeszcze. 

Facet okazał się miłym, pogodnym człowiekiem. Przewiduje, że operacja będzie rutynowa. Po operacji miesiąc spędzi Kalina pod hasłem "obiekt chroniony", potem już będzie wracać do normalnego życia. 

Sprawa jest pilna, lekarz zaproponował operację w przyszłym tygodniu. Kalina wspomniała o urodzinach córki. Bez zastanowienia powiedział, że nie widzi przeciwwskazań, żeby operacja odbyła się dwa tygodnie później. Sprawa jest na tyle stabilna, że nie będzie żadnych zaostrzeń. To komfort życia Kaliny jest wyznacznikiem wszystkiego. Przepisał zapas leków przeciwbólowych na dwa tygodnie. Silnych i bardzo silnych. Polecił brać. Te leki można dokładać, łączyć, mieszać. Jeśli Kalina przez leki będzie mieć problemy z żołądkiem, dostanie dodatkowo leki chroniące żołądek. Kalinie podoba się, że tu nie bierze się jeńców. Nie ma że ecie pecie, pół tabletki, najpierw powąchać, potem delikatnie połknąć. Tu jest "sama pani decyduje. nie może pani zwijać się z bólu. powinna pani teraz brać leki nasenne. nie ma miejsca na zbędne cierpienie. amen".

Osoby takie jak Kalina wskakują w grafik operacji poza kolejką oczekiwań. Lekarz powiedział, że poprzesuwa wszystkich tych, którzy czekają na terminowe zabiegi. 

- Tak to u nas jest - dodał.

Wszyscy wy, którzy czekacie na terminowe zabiegi, nie narzekajcie że przesunięto was o tydzień. Prawdopodobnie jakieś inne Kaliny z jakimiś najgorszymi na świecie chorobami wskakują przed was w kolejce. Życzcie im zdrowia.

Optymizm. Nadzieja. Szansa. Nadzieja. 

I jeszcze raz Nadzieja. 

Gabinet lekarza miał niezwykle cienkie drzwi. Siedząc w poczekalni Kalina dokładnie słyszała rozmowę lekarza z poprzednią pacjentką. Kalina i jej mąż byli w gabinecie znacznie dłużej niż przewidywany czas. Lekarz dokładnie omawiał przebieg operacji, wszystkie możliwe komplikacje. Gdy Kalina z mężem wychodzili z gabinetu, w poczekalni panowała kompletna cisza. Kalina zobaczyła wbite w siebie, przerażone oczy kolejnych pacjentów. Zapewne przez drzwi wszyscy współuczestniczyli w rozmowie Kaliny z lekarzem. Już sam opis operacji mrozi krew w żyłach. Ewentualne komplikacje są bardzo poważne. A Kalina wyszła z gabinetu radosna. Mąż Kaliny rozdawał uśmiechy. Wariaci?!

Chorobę Kaliny sponsoruje firma "Porządkujemy priorytety życiowe. Szybko, tanio, boleśnie".


poniedziałek, 6 maja 2024

stereotypy

Starsza córka mieszka razem z Etiopko-Francuzką i Włoszko-Niemką. 
Do jednej z nich mieli przyjechać "friends from Australia".
Okazało się, że to para: chłopak, który jest nowozelandzkim Holendrem i jego dziewczyna - Australijka. Przyjechali. 
Najpierw poznałam chłopaka. Wysoki, szczupły, ze śmiesznym, australijskim akcentem. A potem z pokoju wyszła jego dziewczyna. Wspaniała Aborygenka. 
Oniemiałam. Zrozumiałam, jak silne stereotypy mam w głowie. 
Gdy usłyszałam "Australijka", nawet przez sekundę nie pomyślałam, że może nią być Aborygenka. To bardzo przykre. 

Dało mi to sporo do myślenia. I mam chęć uporządkować sobie te sprawy w głowie. 

Mam nadzieję, że zapamiętam tę lekcję i wdrożę w życie.