piątek, 13 maja 2016

Eurowizji

- Sprawdzałam, jakie kraje zakwalifikowały się do finału Eurowizji. Już dawno nie byłam tak zaskoczona, Do finału zakwalifikowała się m.in. Australia...
- Australia w Eurowizji? Może to była Austria?
- Wyraźnie napisali, że Australia.
- To wszystko przez ocieplenie klimatu. Lodowce topnieją, płyty tektoniczne się przesuwają i wędrówka kontynentów odbywa się szybciej niż w poprzednich latach. Widocznie Australia przesunęła się na północ...
- Ale gdzie zakotwiczyła? Mam nadzieję, że nie w naszych okolicach. O ile kangury i koala byłyby całkiem przyjemne, to krokodyle jakoś mnie onieśmielają...

Detale geograficzne dla zainteresowanych

konkrety

- Dostałam od kolegi coś, co on nazwał grzybkiem tybetańskim. Ma on (grzybek, nie kolega!) niezwykłe właściwości ogólne i szczególne. Należy go umieścić w zwykłym, nieuhatym mleku. Grzybek ten sprawi, że z mleka zrobi się jogurt tak zdrowy, że aż zęby mleczne odrastają.
- Jakieś konkrety?
- Kilka... Po pierwsze: codziennie zapominam kupić zwykłe, świeże mleko. Muszę jechać wieczorem drugi raz do sklepu, a to boli. Po drugie: grzybek rozmnaża się w takim tempie, że zaczynam się obawiać, czy nie jest on ucieleśnieniem jakiejś obcej cywilizacji, która poprzez jogurt pokusiła się o przejęcie kontroli nad naszym światem. Po trzecie: ten tybetański jogurt smakuje jak najzwyklejsze kwaśne mleko.
- Bo to jest kwaśne mleko!
- To po co ten grzybek?
- Żebyś miała motywację do kupowania zdrowego mleka!

czwartek, 12 maja 2016

uwaga

- Mamo, zawsze myślę, że gdy byłaś małą dziewczynką, to wszystko było czarno-białe.
- Dlaczego?
- To chyba przez te stare zdjęcia.
- A wiesz, że to jest nawet bardzo słuszna uwaga. Prawie wszystko było czarno-białe... Nie tylko na zdjęciach... Tylko huśtawki w ogródku jordanowskim były czerwone, ale to chyba dlatego, że jakaś fabryka traktorów podarowała miastu farbę...
- Jak ty byłaś mała, to były już traktory?

hamulec

- Jest jedna rzecz, której zazdroszczę Eskimosom.
- Inuitom. Już się nie mówi 'Eskimosi', bo to jest dla nich przykre.
- Obojętnie, jak ich nazwę, to i tak im zazdroszczę. Naturalnie nie zazdroszczę im tego cholernego śniegu, tych mrozów, które powodują zamarzanie śluzówki nosa, tego wiatru, który wciska się do pęcherzyków płucnych, uniemożliwiając oddychanie i nie zazdroszczę im braku całodobowej apteki w zasięgu wzroku. Zazdroszczę im tego, że gdziekolwiek jadą swoimi saniami z psim zaprzęgiem (romantyczna wizja!) czy skuterem śnieżnym (nowoczesna wizja) to mają gdzie zaparkować. Po prostu zatrzymują się, przekręcają kluczyk w stacyjce (albo mówią "siad!"), zaciągają hamulec i wysiadają. A u nas od podjęcia decyzji, że tu trzeba się zatrzymać, do momentu wysiadania z samochodu, mija jakieś 25 minut. Dwadzieścia pięć długich minut krążenia tymi samymi ulicami. I nikogo nie dziwi, że widzi cię piaty raz w ciągu kwadransa na tym samym skrzyżowaniu! Bo wszyscy tak jeżdżą i zazdroszczą gościowi, przed którym akurat zwolniło się miejsce: "Cwaniak! Głupi to ma szczęście!". I mija kolejne pięć minut. A ta część rodziny, która siedziała od strony krawężnika, już zdążyła wysiąść na jakimś skrzyżowaniu, a druga część rodziny, ta co siedzi od strony środka ulicy, już się przesunęła na drugą stronę samochodu i tylko czeka aż zwolnisz, żeby też wyskoczyć. "Mamo, będziesz tak jeździć w kółko? To my tu na ciebie poczekamy jak już wszystko załatwimy!"
- Gdzie próbowałaś zaparkować?
- Pod budynkiem NFZ.
- A, tam... To tłumaczy Inuitów...

poniedziałek, 9 maja 2016

sklepu

- Dlaczego nie wchodzisz do tego sklepu?
- Bo kiedyś przymierzałam w nim letnią sukienkę. Latem. Podczas okropnych upałów. Bez rękawów taką. Obcisłą. I w sukience zepsuł się zamek, ten pod moją pachą. Ostatecznie dwie sprzedawczynie majstrowały w tamtej okolicy mojego ciała przez jakieś pół godziny. Sytuacja była dość krępująca, bo żaden dezodorant nie gwarantuje skuteczności w przymierzalni o rozmiarach kabiny prysznicowej z akademika, w której jedna omdlewająca ze wstydu i upału (ja!) i dwie omdlewające ze smrodu i upału (sprzedawczynie!) tulą się do siebie przez dłuższy czas usiłując zdjąć z tej pierwszej sukienkę... Stałam z ręką opartą o ścianę, bo mi mięśnie odmawiały współpracy. Czułam napływ klaustrofobii. Spociłam się tak niemiłosiernie, że to chyba mój pot spowodował wreszcie przyspieszenie korozji metalu i po bardzo, bardzo długim czasie zameczek dał się otworzyć.
- I co potem?
- Przerażona sprzedawczyni zapytała mnie, czy chciałabym przymierzyć inny egzemplarz...

niedziela, 8 maja 2016

zaciągnęłam

Dzwonek do drzwi. Pora jest już, rzec można, piżamowa. Po przedłużającym się okresie nerwowych poszukiwań czegoś, czym można zakryć Snoopiego na mojej piżamie, otwieram drzwi. Na wycieraczce mężczyzna. Wysoki, młody, uśmiechnięty.
- Dobry wieczór - zaczyna uwodzicielskim barytonem.
Z mojej strony nie pada żadne słowo, bo mam już na zębach aparat ortodontyczny, w którym mogę tylko bełkotać.
- Czy pani ma czarnego nissana?
Kiwam głową, zastanawiając się naprędce, czy na pewno zaciągnęłam hamulec i czy nie zostawiłam jakichś kompromitujących przedmiotów na dachu.
- Jestem pani sąsiadem. Parkuję naprzeciwko pani auta. Chciałem zapytać, gdzie pani kupiła gwizdki przeciwko dzikim zwierzętom.

Do  teraz bolą mnie mięśnie powiek - tak bardzo wybałuszyłam oczy ze zdziwienia..

ryzykowne

- Moja przyjaciółka poprosiła trzy swoje znajome o pomoc w zorganizowaniu gigantycznej imprezy. Chodziło o przygotowanie i wydawanie posiłków, serwowanie ich do stołu i sprzątnięcie po imprezie.
- Trzy obce kobiety miały pracować razem w kuchni? Hm... Ryzykowne przedsięwzięcie...
- I tu jest gwóźdź programu: trzeba ufać swoim przyjaciołom. Dobrała nas tak, że wszystkie trzy dogadałyśmy się idealnie. Rewelacyjnie dzieliłyśmy się pracą, ustalałyśmy co i kiedy robić, słuchałyśmy swoich rad, konsultowałyśmy się ze sobą, wykorzystywałyśmy wzajemnie swoją intuicję.  Po wszystkim byłyśmy bardzo zmęczone, ale spędziłyśmy przemiły dzień. Okazało się, że wiele nas łączy; rozmawiałyśmy o ważnych i poważnych sprawach, jednocześnie gotując ziemniaki, przekładając surówki na półmiski i ukrywając własny brak fachowości.
- A goście też byli zadowoleni?
- Skumulowana energia kucharek rozlała po wszystkich... Impreza była przednia.

czwartek, 5 maja 2016

facebooka

national geographic
- Chyba zlikwiduję swojego facebooka. Mam już dość oglądania u moich znajomych zdjęć talerzy z kotletem, selfie robionych z wyciągniętymi w dziubek ustami, rozczulających zdjęć z dziećmi, podpisanych: "moje skarby", podczas gdy wiem, jak wyglądają relacje z tymi skarbami na co dzień, przytulasków ze znienawidzonym mężem, podpisanych "kocham cię kotku"...
- Możesz wybrać opcję, że nie dostajesz takich zdjęć.
- Jest opcja: nie pokazuj debilnych zdjęć?!
- No, może nie nazywa się to dokładnie tak jak mówisz, ale efekt jest właśnie taki.
- Dawaj instrukcję! Życie jest piękne! Koniec z poczuciem wstydu za własnych znajomych!

wtorek, 3 maja 2016

gwałtownie

boredpanda
- Wiesz, co warunkuje ludzkie szczęście?
- Nie...
- Dobre relacje z innymi ludźmi.
- No i co?
- A nasze relacje gwałtownie się poprawią, jeśli mi zrobisz teraz wody z imbirem, miodem i cytryną...
- Nie mam już imbiru.
- I szczęście diabli wzięli...

piątek, 29 kwietnia 2016

odpowiedzialną

- A pani jak się nazywa? Aha. To proszę czekać. A pani? Aha. Proszę też czekać. A pan? A pan na jakie badanie czeka? Głowy, tak? To proszę czekać. Proszę nie podchodzić do mnie, bo co pani sobie myśli? Pani myśli, że taka rejestracja to jest nic? A ja tu mam bardzo odpowiedzialną pracę i proszę czekać. A pani? Pani prywatnie, tak? Bardzo proszę. Niech pani od razu podejdzie. Nie, wyniki do odbioru dopiero za trzy tygodnie. Nie, proszę pani, ja nie do pani. Pani odbiera w poniedziałek, bo pani robi odpłatnie.

czwartek, 28 kwietnia 2016

sieci

boredpanda
- Przeczytałam dzisiaj w sieci, że maj będzie bardzo ciepły...
- To cudownie! Wreszcie będę mogła pracować na balkonie i posadzę poziomki w doniczkach i malutkie pomidorki! Może od razu wypiorę wszystkie czapki i szaliki, żeby już na to nie patrzeć?!
- Ale ja tego nie przeczytałam w prognozie pogody.
- A gdzie?
- Jako żart...
- Jaki żart?
- No wiesz, taki żart... Początek był: maj będzie bardzo ciepły w tym roku...
- A koniec?
- A koniec był: ... i będziemy mogli chodzić w klapkach po śniegu...
- ?!?!@%?!

podręcznym

boredpanda
- Ale jak ty polecisz na 4 dni bez dezodorantu, pasty do zębów i cieczy o znaczeniu kluczowym dla wyglądu twojej twarzy?
- Jak to: bez?
- Nie kupiłaś biletu na bagaż, więc lecisz tylko z podręcznym. A do podręcznego nie możesz wziąć takich strasznie niebezpiecznych rzeczy.
- Pokaż! Nie, to niemożliwe...

Czy ktoś wie, jak to się robi?

poniedziałek, 25 kwietnia 2016

wspomnienia

- Gdy byłam małą dziewczynką, spędziłam jakieś wakacje w Ciechocinku. Codziennie chodziłam wdychać aromat solanki z tężni i wkładałam w przepastne wówczas synapsy nerwowe wspomnienia z jakże cudownych wakacji z babcią. Jako dorosła osoba przejeżdżałam przez Ciechocinek ze znajomymi. "Do tężni, do tężni!" wykrzyczałam, widząc tablicę z nazwą miejscowości, i namówiłam znajomych na zwiedzanie tych sięgających nieba, gigantycznych, długich po horyzont, niewiarygodnie stromych budowli, z których woda ścieka jak z Niagary, a w ich wnętrzu można chodzić długimi, krętymi korytarzami, tak skomplikowanymi, że trzeba się trzymać kogoś za rękę, żeby się nie zgubić.
- Będzie jakaś puenta?
- Nie rozumiem, dlaczego musieli te tężnie zmniejszyć, skrócić, wyprostować i pozbawić 90% wody, bo to przecież niemożliwe, żeby moja pamięć...

niedziela, 24 kwietnia 2016

wymierzenia

- Zgubiłam książkę. Z biblioteki. Nadchodzi nieuchronnie termin wymierzenia kary finansowej.
- Jaka to książka?
- Stasiuka coś.
- Nie, ja nie mam.
- A może jednak?
- Nie, na pewno to nie to. Ja mam tylko twoją "Noc. Słowiańsko-germańska tragifarsa medyczna" Stasiuka, nie mam "Coś".
- To jest właśnie to! Powiedziałam "coś", bo nie pamiętałam dokładnie tytułu.
- Ta dzisiejsza literatura... Człowiek się wszystkiego spodziewa...

przytulić

- Tato, w nocy spaliście z mamą przytuleni i nie mogłam się między was wcisnąć, jak przyszłam do sypialni.
- Ale to jest moja żona! To mogę się chyba do niej w nocy przytulić!?
- A jak ja mam wtedy wejść między was?!

piątek, 22 kwietnia 2016

jednostką

- Mam swój prywatny system miar i wag. Otóż mierzę nim moją zażyłość z różnymi ludźmi. Jednostką miary jest spotkanie. Dzwonię zatem lub sms-uję do kogoś i pytam, czy może się ze mną spotkać. I tu zaczyna się rzeczona jednostka. Niektóre znajomości mierzy się w nanosekundach (jadę!). Inne w godzinach (wieczorem?). Jeszcze inne w dniach (w środę?). Są też tacy, którzy reagują moim ulubionym "koniecznie". To się mierzy w latach świetlnych.
- A do jakiej kategorii zaliczasz naszą zażyłość?
- To jest przypadek szczególny!
- No nie wiem... Jeśli pytasz, czy mogę się z tobą spotkać, ustalamy godzinę, ja do ciebie jadę przez puszcze i knieje, a ty mi otwierasz zaspana bo zapomniałaś, to czym ja mam to zmierzyć?
- To jest zupełnie inna zmienna i ją się mierzy w Alzheimerach. Fizyka się kłania!
- Jądrowa...

wtorek, 19 kwietnia 2016

ogniem

malezoo.eu
- Każdy ma chwilę, w której przestaje być dzieckiem. Mnie to dopadło, gdy pewnego dnia przyszłam ze szkoły i zamiast mojego ulubionego chomika Śledzia znalazłam w akwarium bardzo podobnego chomika, ale jednak innego. Mama mówiła, że to ten sam, tata mówił, że to ten sam, brat mówił z dziwnym wyrazem twarzy, że to ten sam... A jednak... Dzieciństwo się skończyło.
- A moja córka zwiedzała Wawel, gdy była małą dziewczynką. Stojąc przed smokiem namówiła tatę, żeby wysłał stosownego sms-a na podany pod smokiem numer, bo marzyła o tym, żeby smok do niej ogniem przemówił. Sms-a wysłali, a ognia nie było. Oszukał ją smok. Smok! Wawelski!
- Jezu, to ja ze zdechłym chomikiem podmienionym na innego to miałam złote dzieciństwo!

potrzebował

- Papież Urban VIII zburzył połowę Rzymu i Watykanu, bo potrzebował materiałów na budowę Bazyliki św. Piotra.
- A jak ja ostatnio pomyłkowo obcięłam rękaw od Twojego polara, bo córka pilnie potrzebowała bluzeczkę dla misia, to było wielkie 'halo'...


sobota, 16 kwietnia 2016

ile

pytanie: Ile można zjeść pierogów z truskawkami?
poprawna odpowiedź: Jeszcze jednego malutkiego...