Minęła druga rocznica śmierci mojej mamy. Druga. Piąta. Dwudziesta. Nie wiem, która.
Codziennie mi jej brak. Codziennie o niej myślę.
Nie goi się. Czas nie leczy. Nie mija.
Minęła druga rocznica śmierci mojej mamy. Druga. Piąta. Dwudziesta. Nie wiem, która.
Codziennie mi jej brak. Codziennie o niej myślę.
Nie goi się. Czas nie leczy. Nie mija.
Kalina opowiedziała mężowi, co tam u niej w pracy.
Mąż oparł się o ścianę, gdy słuchał.
- Złóż jak najwcześniej wypowiedzenie - powiedział. - To nie jest miejsce dla ciebie. Żyje się tylko raz.
Kalina czuje, że czas na życie raz.
Kalinie niezmiennie wraca wiara, nadzieja i miłość (choć tę ostatnią traci Kalina najrzadziej), gdy rozmawia ze swoimi córkami.
Najmłodsza poszła wczoraj, a właściwie dzisiaj, spać o nieprzyzwoicie późnej godzinie, która de facto była już godziną wczesną dnia następnego. Zdarzyło się bowiem, że córka wraz ze swoją przyjaciółką przyszły po godzinie 23 do sypialni Kaliny na krótką rozmowę i skończyło się dwugodzinną pogaduchą o życiu, chorobach psychicznych, odpowiedzialności i etyce zawodowej.
W ten sposób czas, który dziewczyny miały spędzić na przygotowaniu się do sprawdzianu z "Dziadów", minął bezpowrotnie.
Sprawdzian z "Dziadów" miał być na pierwszej lekcji.
Rano Kalina wstała i zorientowała się, że pierwsza lekcja już trwa, a córka i jej przyjaciółka nadal są w domu.
- Zdecydowałyśmy, że nie idziemy na sprawdzian.
- No to wskakujcie do łóżek i idźcie spać. Nie ma sensu iść do szkoły na 3 nieważne lekcje - powiedziała Kalina, ziewając i próbując opanować ponocną koafiurę.
- Musimy iść do szkoły, bo dzisiaj sprzedają bilety na połowinki - powiedziała szczęśliwa córka i zaczęła zakładać skarpetki.
I to Kalina rozumie. Bilety na połowinki, zwane nie wiedzieć czemu wlotkami, są dostatecznym powodem pójścia do szkoły. Kalina popiera takie zachowanie i cieszy się, że córka ma w życiu priorytety. :-)
Przypomniała sobie Kalina, że życie się toczy. Nie ślizga, nie jedzie, tylko toczy.
Co jakiś czas pojawiają się na naszej drodze jacyś ludzie, a inni odchodzą.
I chyba teraz jest czas na zmiany.
Czasem pojawiają się ludzie, którzy kiedyś już byli, ale na chwilę potoczyli się w inne miejsce, do kogoś innego. I wracają z dobrą energią, z życzliwością, z miłością.
Wiosna. Ze starych kłączy wychodzi nowe. Ze starych. Nowe.
Kalina przeczytała kolejną książkę Valerie Perrin - "Cudowne lata".
I nie wie Kalina, czy powieść ją zachwyciła, czy nie. Jest zaskakująca. Wielowątkowa. Ciekawa. Dobrze utkana. Ale chyba czytała ją Kalina w złym momencie. W pośpiechu, w stresie, a to trzeba na hamaku, w lesie, bez zegarów, kalendarzy i dzwoniącego telefonu.
Smutna jest. I chyba piękna. I ma Kalina nadzieję, że za kilka dni zrozumie, że zakochała się w niej tak samo jak w "Życiu Violette".
Koleżanka z pracy usiadła obok Kaliny.
- Chciałabym z tobą porozmawiać - zaczęła, gdy już zniknął z jej twarzy szeroki uśmiech. - Martwię się o ciebie. Jestem osobą, do której można mieć zaufanie. Widzę, że masz problemy i chcę ci pomóc. Myślę, że rozmowa ze mną może ci pomóc. Jakie masz problemy? Jak można ci pomóc?
Kalina siedziała osłupiała. Z takim czymś nie spotkała się jeszcze nigdy. Psychologicznie nadpobudliwa kobieta o zapędach moralizatorskich wyciąga z Kaliny zwierzenia. W najbardziej prymitywny sposób próbując zbudować zaufanie.
Kalina wyszła z siebie i stanęła obok.
- Ale ja nie mam żadnych podstaw, żeby mieć do ciebie zaufanie - powiedziała swoim najsłodszym cynicznym głosikiem.
Rozmowa trwała jeszcze chwilę. Koleżanka spróbowała z innej strony.
- Niedługo wakacje, odpoczniesz, problemów nie będzie.... - rzekła kojącym głosem.
- A skąd ty możesz wiedzieć, że moje problemy skończą się przed wakacjami? - spytała Kalina, a koleżanka stała się w tym momencie byłą koleżanką.
Życie zaskakuje, ale żeby aż tak?
Piątek.
Jutro ziemia, łopata, pierwsze pająki, gałęzie i "o cholera, zapomniałam, że to tu rośnie".
Poznałam siostrę mojej koleżanki. Jest starsza ode mnie. Rozmawiała ze mną jak starsza siostra. Rozstawałam się z nią ze łzami w oczach.
- Masz siostrę, Kalina? - spytała.
- Straciłam ją razem ze śmiercią mamy - odpowiedziałam.
- A my z moją odnalazłyśmy się po śmierci rodziców - odpowiedziała.
- Zazdroszczę.
- Współczuję.
Kalina zauważyła w kontenerze na śmieci sporo doniczek z żurawkami. Przysposobiła je Kalina natychmiast i zawiozła do ogródka mamy. natychmiast zostały wsadzone pod jodły.
W zeszłym roku Kalina kupowała żurawki, w tym roku same przyszły.
- Dzień dobry, pani Kalino - zawołał.
- Dzień dobry - zdziwiła się Kalina serdecznością powitania.
- Chciałem pani bardzo podziękować...
- Za co pan mi dziękuję?
- Nie pamięta pani, co pani zrobiła? Przysłała mi pani wiadomość na messengerze, że upubliczniłem pomyłkowo swoje wszystkie dane. Natychmiast je usunąłem. Mam nadzieję, że nikt nie skopiował.
- Nie wiedziałam, że to był pan. Nie zastanawiałam się, kto. Napisałam i zapomniałam.
- Tym bardziej pani dziękuję.
To było kilka miesięcy temu. Tak dawno, że tylko pamięć ludzka sięga.
Kalina uważa, że los, w ramach elementarnego poczucia sprawiedliwości, powinien od czasu do czasu utrudniać życie także tym, którzy bezustannie robią innym świństwa.
Jutro Kalina prowadzi lekcję dla szóstej klasy w zoo. Lekcję o gadach.
O, dzięki ci, losie, że Kalina uczy przedmiotu, którego tak łatwo i przyjemnie jest nauczać
Przyjaźniłyśmy się gdy byłyśmy małymi dziewczynkami. Mieszkałyśmy obok siebie. Jednymi schodami wracałyśmy do domu, gdy któraś z mam wołała jedną z nas na kolację.
Znałyśmy swoje rodziny. Spałyśmy u siebie bezustannie. Razem jeździłyśmy na wakacje. Miałyśmy w ten sposób wspólną babcię (moją) i ciocię (jej). Jej dwaj starsi bracia martwili się, gdy wracałam z sanek z przemoczonymi nogami i kazali mi wchodzić pod kołdrę. Mój brat naprawiał jej wrotki, gdy spadła w nich ze schodów.
Od czasu do czasu mamy ze sobą kontakt. Nie możemy wtedy przestać rozmawiać. Obie czujemy, że jesteśmy sobie bliskie, choć poprzednio rozmawiałyśmy 10 lat temu.
To są czary: 10 lat nie istnieje.
Kalina uczy dzieci pracy z mikroskopem. Uczniowie to uwielbiają. Mogą dziesięcćrazy oglądać ten sam preparat i za każdym razem się zachwycać.
- Pamiętajcie, że jeśli widzicie przez mikroskop coś bardzo wyraźnego, czarnego i ślicznego to najprawdopodobniej jest to kurz i należy szukać dalej.
Uczniowie śmieją się z żartu i kolejno podnoszą ręce, sygnalizując prośbę o akceptację obserwacji.
Ponad połowa uczniów ogląda kurz.
Kalina nie ma moralnego prawa naśmiewać się z takiego stanu rzeczy, bo na pierwszym roku studiów obserwowała pod mikroskopem spermę ludzką, wyrysowała ją z najdrobniejszymi szczegółami, a potem okazało się, że to nie sperma, tylko pęknięte szkiełko chroniące preparat. Także ten... Kurz też ciekawy...
Pierwsza duża wizyta kontrolna podczas leczenia. Pani doktor poprosiła, żebyśmy zjawili się wszyscy: mama, tata, córka.
Same dobre wiadomości. Pani doktor ocenia stan córki na niegorszy od pierwotnego i nie widzi podstaw do niepokoju. Uważa, że nie będzie gorzej. A wiele wskazuje na to, że będzie lepiej. Bardzo doceniła dojrzałość, motywację i zaangażowanie naszej córki, pochwaliła wsparcie, jakiego udzielamy.
Teraz miesiąc przerwy, potem wracamy do cotygodniowego cyklu wizyt w szpitalu.
Życie jest piękne.
Słychać pierwsze kosy. Bardzo dużo ich mieszka w mojej okolicy.
Już zapomniałam, jak lubię ich śpiew.
Kalina rzadko chodzi do kina. Bardzo rzadko. Ale poszła. Film miał być bardzo ładny, spokojny, choć akcja toczy się podczas wojny. Kalina miała wątpliwości, czy jest w stanie przygarnąć teraz wojenny film, ale jeśli spokojny i łagodny, to może nawet...
"Filip" Krzysztofa Zanussiego. Ani spokojny, ani łagodny. Choć, trzeba przyznać, piękny. Po zakończeniu widzowie siedzieli bez ruchu. Musieli dojść do siebie.
Aktor grający głównego bohatera - niezwykły. Charyzmatyczny. To jego film. Film jednego aktora. Film jego oczu.
Kalina poleca, jeśli ktoś ma teraz czas i miejsce na myślenie.
Chcę grzebać w ziemi, sadzić, oglądać i dotykać rośliny.
Dziś wysiewam szałwię. Nie wiem, czy to za szybko, czy za późno, czy w sam raz. Dziś chcę, więc dziś musi być w sam raz.
"Czy mogłaby Pani przeprowadzić sprawdzian samodzielnie w domu?" zaczęła Kalina maila do mamy małej uczennicy. Dziewczynka ciągle choruje i ma bezustannie zaległości ze wszystkiego.
"Oczywiście. Bardzo chętnie. Dziękuję. Nie pozwolę ściągać." - odpisała mama.
"Ależ właśnie proszę pozwolić. Na tym sprawdzianie można korzystać z podręczników" obruszyła się Kalina.
"Ach, przepraszam. Naturalnie. Przypilnuję, żeby ściągała."
Sprawdzian został napisany, sprawdzony i oceniony. Na szóstkę.
- Mamo, powiedzieliśmy fizykowi, że w czwartek mamy tylko dwie lekcje. Dwie fizyki. Wszystkie inne lekcje są odwołane. Fizyk uśmiechnął się, powiedział, że ma w czwartek czas i zrobi nam jeszcze trzecią fizykę. Godzinę wcześniej.
Patrzyłam i nie mogłam uwierzyć. Śmiała się. Moja córka śmiała się, gdy to mówiła. Śmiałą się, że będzie miała w czwartek trzecią fizykę. Trzy fizyki w ciągu jednego dnia. A ona się śmieje. Nie mogę powiedzieć, żeby się cieszyła, na pewno wolałaby pospać dłużej, ale bawiło ją podejście fizyka.
- Fizyk musi was lubić, skoro chce mieć z wami jeszcze więcej lekcji - zaryzykowałam.
- Nas wszyscy nauczyciele lubią - powiedziała, odchodząc ze śmiechem.
Ze śmiechem. Trzy fizyki. Wszyscy lubią.
Liceum to cudny czas.