sobota, 29 października 2016

muzyczkę

forsal.pl
- U sąsiadów z naprzeciwka jest remont.
- U których?
-  Nie wiem.
- A skąd wiesz, że mają remont?
- Od siódmej rano słyszę muzyczkę, ustawioną na cały regulator.
- Jaką?
- Hela, la la la la, masz we mnie przyjaciela, la la la la, twój uśmiech mnie ośmiela, la la la la, me serce cię rozbiera, la la la la.
- Dużo tego zapamiętałaś?
- Nie zapamiętałam. To był przykład. Wielka improwizacja. Fristajl.
- No widzisz... Muzyka ekipy remontowej odkryła w tobie duszę rapera. Trzeba brać od ży...
- Brać, ale w ciszy!

piątek, 28 października 2016

sznur

pogoda-interia.pl
- Noe miał gorzej. U niego lało przez 40 dni!
- Ale on, do jasnej pogody, nie musiał odwozić dzieci do szkoły! Zanim doszłyśmy do samochodu, wszystkie buty, rajtuzy, spodnie i co tam jeszcze na nas było naciągnięte, nadawało się na sznur.
- Na sznur - będzie to hasło października.

czwartek, 27 października 2016

bez

polki.pl
- Znowu upiekłaś ciasto bez cukru?
- I po co ten oskarżycielski ton? To mnie tylko zniechęci do dalszych prób kulinarnych.
- A może to nie byłoby takie złe...

środa, 26 października 2016

boli


- A możesz mi pomasować to bolące miejsce?
- A gdzie cię boli?
- No gdzieś tu…
- Tu?
- Nie.
- Tu?
- Nie
- Tu?
- Ała, no co ty wyprawiasz!? Zwariowałaś? Chcesz mnie do grobu wpędzić!? Przecież to boli! Już mi lepiej nie masuj.
- Jak chcesz. W zasadzie nawet nie zaczęłam, tylko na razie owocnie zakończyłam poszukiwania bolącego miejsca.
- Owocnie?! Ten owoc to będzie śliwa! Fioletowa! Przemoc w rodzinie! Błękitna linia i czerwona kartka!

wtorek, 25 października 2016

kotowymi


- Kalinko, kochanie, czy gdybyś akurat przy okazji niechcący przejeżdżała obok sklepu z kotowymi rzeczami, to czy nie sprawiłoby ci większego dyskomfortu kupienie, oczywiście tylko jeśli to nie problem, jednego opakowania, jeśli nie jest za ciężkie, granulek do kuwety?

Po dwóch godzinach, stojąc na wycieraczce Kalina przekazuje swojej rodzicielce paczkę pierwszej jakości kuwecich granulek. Mama uśmiecha się od ucha do ucha.

- Och, bardzo ci kochana Kalinko dziękuję. Jakbyś jeszcze raz przejeżdżała obok tego sklepu, to jeszcze kup kocia karmę. Tę co zawsze.
- A dlaczego, mamo, nie powiedziałaś mi o tej karmie od razu?
- Bo nie chciałam, żebyś musiała dźwigać dwie torby. To takie ciężkie...

poniedziałek, 24 października 2016

bose

wrzuta.pl
- Wybraliśmy się wczoraj w trójkę z młodszą córką na spacer. Nad rzekę. Wśród drzew. Że niby jesień taka piękna i niedobory tlenu czas uzupełnić. Chcieliśmy pochodzić w innej przestrzeni niż mieszkamy, więc zapakowaliśmy się w samochód i huzia na Józia - jedziemy na spacer. Bóg czuwał nade mną i szepnął mi na parkingu, żebym usiadła w samochodzie z tyłu, obok córki. Gdy byliśmy już w 80% dojechani na miejsce, zauważyłam, że w botkach córki znajdują się bose stopy. Po wnikliwej analizie sytuacji okazało się, że nasze dziecko, dbając o estetykę i podążając za modą, wskoczyło w wąskie spodnie długości "po bardzo młodszej siostrze" i skarpetki stópki, które składają się z pokrowca na palce i niskiego krawężnika wokół pięty. Reszta goła. Temperatura na zewnątrz nie zachęcała do biegania z gołymi pęcinami. Oj, nie...
- Wróciliście?
- Nie. Zdjęłam swoje skarpetki, dałam córce, a ja na spacerze miałam bose stopy w butach. Na szczęście moje nogawki były na tyle długie, że mogłam je wcisnąć w buty, więc nie świeciłam nagością w szuwarach. Choć uczciwie przyznać muszę, że to skarpetki pełnią kluczową rolę w utrzymaniu ciepłoty stóp. Kluczową...
- Domyślam się, że dzisiaj jesteś chora.
- No właśnie, to jest najbardziej zadziwiające. Dziś rano mój mąż i młodsza córka obudzili się przeziębieni od stóp do głów. A ja nic.

niedziela, 23 października 2016

wannie


- Wiesz, że ona ma łupież i pękające pięty?
- Skąd wiesz?
- Byłam u niej w łazience. Takie kosmetyki ma na wannie.
- To straszne...
- Co jest straszne?
- Wczoraj był u mnie K., a w łazience mam klej Corega.
- Po co ci klej Corega?
- Próbowałam skleić dłoń oderwaną od porcelanowej figurki...
- To naprawdę straszne... Rozumiem, że nie pocałował Cię na pożegnanie...

czwartek, 20 października 2016

widać

MDK im K.I. Gałczyńskiego
- Umieściłam zdjęcie na facebooku i nie wiem, czy je widać. Mogłabyś sprawdzić?
- Nie widać. Jest sam podpis.
- No właśnie. Bo wiesz... Wszyscy znajomi lajkują i komentują pod tym zdjęciem, ale zupełnie, jakby go nie widzieli... I wszyscy zostawiają buźki z przymrużonym oczkiem...
- To może już nie umieszczaj tego zdjęcia, bo... No rozumiesz... Jeszcze będą zawiedzeni...
- W sumie to trochę przykre.
- E tam... W dzisiejszych czasach takie sprawy nie powinny nas dziwić. Ani martwić.

poniedziałek, 17 października 2016

pisarza

wp.pl
- Czy pisarze nie powinni brać pod uwagę zdrowia czytelników? Jak można napisać powieść, która staje się moją ulubioną książką, i nie wziąć pod uwagę tego, że powinna być krótka?! I ja teraz muszę wszędzie jeździć z takim ciężarem, bo jakiemuś pisarzowi nie chciało się pomyśleć o gabarytach książki?! I jak duża musi być moja torebka, żebym mogła to tomisko wszędzie taszczyć?! Skrzywienia kręgosłupa, bóle karku, problemy ze stawami... I żadnej empatii ze strony pisarza. Żadnej!
- Przecież ten twój pisarz już nie żyje!
- To go nie usprawiedliwia!

niedziela, 16 października 2016

weekendy

KUKU.pl
- Zimą weekendy są krótsze niż latem.
- W jakim sensie?
- W każdym.
- A, w każdym to tak. Myślałam, że w jakimś innym.

piątek, 14 października 2016

pozamanualnymi

natopie.to
- Dzisiaj sąsiedzi skrobali szyby. Obficie zarośnięte. Jakimś cudem na moim samochodzie warstwa lodu była zaledwie warstewką i poradziłam sobie metodami pozamanualnymi. Zastanowiło mnie natomiast, że pomimo tego, że szyby zostały pozbawione lodu, widoczność była fatalna. Zupełnie jakby ktoś nakleił na cały samochód brudną folię. Po pokonaniu kolejnych zakorkowanych metrów i wnikliwym przeanalizowaniu fizycznych, chemicznych i przede wszystkim biologicznych aspektów oszronienia szyb spojrzałam we wsteczne lusterko. Spojrzałam naturalnie po to, żeby sprawdzić, czy makijaż mi się nie rozmazał. Nie ma potrzeby sprawdzania, czy w samochodzie za mną ktoś z nudów dłubie w nosie, je kanapkę z mortadelą albo gada do siebie i udaje, że to przez telefon... Przekręciłam we właściwą pozycję wsteczne lusterko i spojrzałam sobie w oczy. I wtedy zrozumiałam: to nie szron. Nie jesień. Nie mróz i nie szyby. To okulary. A konkretnie: ich brak... Dlatego widoczność była bardziej niż mizerna, a szyby półprzezroczyste.
- Powinnaś wystosować półtoraminutowe oficjalne przeprosiny.
- Powinnam. Tylko nie wiem do kogo.
- Do obojętnie kogo. I tak nie miałaś szans zobaczyć. A światła na skrzyżowaniu widziałaś?
- A po co mi możliwość widzenia świateł? W korku? I tak podjeżdżałam do skrzyżowania w czterdziestu podejściach...

wtorek, 11 października 2016

mejlowa

- Mama ma nowy komputer. Stary zaniemógł z nieznanych powodów. Teraz mama musi opanować podstawowe czynności, żeby laptop służył jej nie tylko jako podkładka pod szklankę. Pojechałam do mamy i przez 20 minut pokazywałam jej, jak się wysyła maile, chociaż skrzynka pocztowa jest tą samą skrzynką, którą miała w poprzednim komputerze. Nie szkodzi. Po dwudziestu minutach, w czasie których bardzo starałam się nie stracić cierpliwości, mama zanotowała sobie dokładnie, co zrobić, żeby przesłać komuś zdjęcie. Ćwiczyłyśmy wysyłanie maili z załącznikami na moim adresie, więc potem miałam skrzynkę zapchaną najdziwaczniejszymi zdjęciami na świecie. Nie szkodzi. Gdy już czułam, że obie doszłyśmy do porozumienia, że skrzynka mailowa wreszcie otworzyła swe podwoje przed mamą i wysyłanie maili stało się dla mamy prostsze niż robienie na drutach, mama spytała:
- A masz jeszcze chwilkę, bo chciałabym, żebyś mi jeszcze pokazała, jak się wysyła maile?

Przypuszczam, że stary komputer zaniemógł z powodu załamania nerwowego.

sobota, 8 października 2016

prezentować


- Podobno blogi są po to, żeby ludzie mogli prezentować się jako zupełnie inne osobowości, charaktery, persony i nie wiem, co jeszcze. Jeśli ktoś na blogu prezentuje się jako erotoman, flirciarz i seksgawędziarz to podobno w rzeczywistości jest wstydzącą się siebie samej niewinną dziewicą. A jeśli ktoś na blogu kreuje się na spokojną, zrównoważoną i dojrzałą kobietę, to w realu okazuje się rozentuzjazmowanym, niedorosłym facetem o problemach z ADHD. Bardzo mnie to ucieszyło, bo mam nadzieję, że wszyscy umieją czytać ze zrozumieniem i teraz wyciągną wniosek, że w realu jestem świetnie zorganizowaną, zmotywowaną do zdobywania kolejnych stopni kariery kobietą sukcesu w garniturze, czerwonych szpilkach, z idealnym porządkiem w głowie i w torebce.

Po przemyśleniu dochodzę do wniosku, że raczej powinnam być mężczyzną. W szpilkach i z torebką.
I znowu miało być dobrze, a wyszło jak zwykle...

poniedziałek, 3 października 2016

parasol

homebook.pl
- Sądzisz, że od dzisiaj czarny parasol będzie miał wydźwięk polityczny?
- No chyba...

(ostatnie zdanie zaczerpnięto z kultowej bajki o panu Maluśkiewiczu)

środa, 28 września 2016

przeczuciem

- Wsiadłam do samochodu i zauważyłam na wewnętrznej stronie szyby niedużą pajęczynę. Zdarza się, pomyślałam zaskoczona. Jakiś mały, zagubiony pajączek sądził, że znajdzie tu pokarm dla ciała i ducha. Zanim odjechałam, od strony pasażera podszedł do mojego samochodu sąsiad. Otworzyłam okienko, żeby porozmawiać z miłym człowiekiem. On przez chwilę istotnie do mnie mówił, po czym zamilkł, wpatrując się w przestrzeń tuż za moją głową. Niesiona złym przeczuciem, spojrzałam w tym samym kierunku. Tak. To był on. Pająk. Taki wielki. Ach, co ja mówię! Jeszcze większy! Największe bydle, jakie mieszka na wschód od Uralu. I  na zachód. Siedział na szparze od drzwi. Blokował mi tym samym jedyną drogę ewakuacji. W ułamku sekundy znalazłam się poza samochodem (prawdopodobnie udało mi się przecisnąć przez uchylone okienko od strony pasażera, ale nie ma na to dowodów), a sąsiad został przeze mnie wepchnięty w odwrotnym kierunku. A raczej wessało go podciśnienie, które się wytworzyło na skutek mojego wrzasku.
Podsumowując:
1. Pająk nie żyje. 2. Pajęczyna została usunięta. 3. Ja żyję. 4. Sąsiad już nigdy nie podejdzie do żadnego obcego samochodu. 5. Gdy się z kimś rozmawia, siedząc w samochodzie, należy okienko otwierać bardzo szeroko. 6. Albo nosić śliską odzież.

Uczciwość nakazuje mi dodać, że to nie jest moja przygoda. Mojej przyjaciółki. Nie zmieniam narracji na trzecioosobową, bo mam tyle empatii, że czuję się, jakbym sama tam była. To znaczy - nie sama - z pająkiem.

poniedziałek, 26 września 2016

prądu


Rano nie było prądu. Niby nic. Przez kilka dobrych lat ludzkość nie miała prądu i dotrwała do XXI wieku, więc co, ja nie dam rady?! Ja?! Jeśli neandertalczyk dał radę?!

Minęło pół godziny i wszystko, czego tylko dotknęłam, okazywało się być uzależnione od dostawcy prądu...

Przestaję wierzyć w teorię ewolucji człowieka. Bóg stworzył Adama i Ewę. Żaden tam jaskiniowiec, biegający za tygrysem szablozębnym. Jestem w stanie zaakceptować Jezuska w stajence, z jedną, małą żaróweczką przy drzwiach. I z kontaktem, do którego jest podłączona lodówka. Nie ma szans, żeby jakiś człowiek wytrzymał bez prądu dłużej niż trzy kwadranse. Średniowiecze nie istniało.

niedziela, 25 września 2016

degustacji

- Polecamy herbaty zielone, o szczególnych właściwościach. Proponujemy do degustacji herbatę z płatkami róży oraz bardziej aromatyczną, orzeźwiającą herbatę z trawą cytrynową i kardamonem.
   - To ja poproszę tę z różą.
   - A ja tę z kardamonem.
- Oczywiście. Dla pana herbata z płatkami róży. Bardzo proszę. A dla pani z trawą cytrynową. Herbata z trawą cytrynową była parzona jakiś czas temu i już ostygła. Bardzo proszę.

Nadal stoję przed tą panią z rozdziawioną paszczą, mimo że minęło kilka dni...  I trzymam w ręku zimną herbatę.

sobota, 24 września 2016

wczesnego

czaszamotać.pl
- Od bardzo wczesnego ranka siedzę i pracuję. W tym czasie zdążyłam wypić wodę z miodem i imbirem, zjeść śniadanie, wypić ogromną kawę, zużyć pół rolki papieru życia jako chustek do nosa, wykasłałam trzy huragany, owinęłam się kocem od pasa w dół, założyłam zimowego polara, a pod stopy położyłam sobie poduszkę. Nawet włączyłam płytę z cudowną muzyką i zrobiłam sobie inhalacje z leśnej Alpy. I nadal nic. Czuję, że życie jest ciężkie, katar można już mierzyć w skali Beauforta, a teksty nad którymi teraz pracuję niebezpiecznie namnażają się w folderze "na październik".
- Pamiętasz, że na szafie leżą te grube, zimowe, wełniane skarpety, które kupiłaś kilka tygodni temu z myślą o nadchodzących dramatach życiowych?
- A przyniesiesz mi je? Bo ja już w agonii jestem... I jeszcze jedną wodę z imbirem i miodem. I cytryną. I może to jabłuszko od babci? A coś słodkiego się znajdzie?
- Chyba wybiorę jednak opcję z agonią.

piątek, 23 września 2016

pychota

jajco.pl
- Z lenistwa, z głodu, z lenistwa, ze zmęczenia, z lenistwa, z przepracowania, z lenistwa i z lenistwa zrobiłam sobie do zjedzenia krupnik babci Zosi czy jakiejś innej babci. Z torebki. Krupnik znaczy się z torebki. Babcia Zosia obiecała pisemnie na torebce, że w środku są tylko suszone warzywa, kasza i ekstrakt z drożdży - sama natura, park narodowy, ścisły rezerwat i pychota.
- Nie wierzę.
- A ja wierzyłam. Teraz się zastanawiam, czy jak już będę wieczorem w operze, to nadal będzie mi tak niedobrze, czy nie powinnam poprosić o przenominowanie biletu na miejsce najbliższe toalety i czy lepiej teraz pić skrzyp czy miętę, żeby zabić ten smak, który cały czas mieszka w mojej paszczy.
- A nie mogłaś zjeść tylko jednej łyżki? No chyba się zorientowałaś, że to jest chiński park narodowy i rezerwat dla samobójców?
- No i co z tego, że się zorientowałam?! Przecież mówię, że z lenistwa. I z głodu. I ze zmęczenia zjadłam, więc co, miałam umrzeć nad pełnym talerzem?
- To teraz umrzesz nad pełną miską. Sedesową.

czwartek, 22 września 2016

zmarł

- Zmarł Jacek. Myśleliśmy, że z tego wyszedł.
- I wyszedł. Tylko innymi drzwiami.
- Cholernie długo wychodził...
- No wiesz... Czasem się zamek zatnie, czasem klucz nie ten, a czasem zwyczajnie się człowiekowi nie chce nie chcieć.