czwartek, 12 października 2017

fikcja

rysunki.me
Czy autor książki ma prawo świadomie wprowadzać czytelnika w błąd? Przekonywać go do swoich racji, wiedząc, że to kpina? Przedstawiać mu dowody naukowe na poparcie swoich teorii, powoływać się na publikacje, które istnieją tylko w jego głowie? Cytować nieistniejące prace naukowe?
Literatura to fikcja.
Ale czy aż tak?

środa, 11 października 2017

dolne

Podziwiam spryt Matki Natury.
Gdy zrozumiałam, dlaczego ubrała zebry w pasiaste piżamki, wpadłam w zachwyt.
Kiedy dowiedziałam się, że żyrafy, oprócz tego że często jako jedyne w okolicy mogą sobie pozwolić na śniadanko z górnej półki, to jeszcze przy tym mają możliwości przyłożyć wrednej sąsiadce, moje uznanie nie miało granic.
Kocham ośmiornice za to, że jako jedyne w świecie prymitywnych zwierząt mają zdolność omijania przeszkody. Mucha pół dnia będzie walić głową w szybę zamkniętego okna, żeby się dostać do upragnionej kupy. Ośmiornica natomiast spakuje walizki i przejdzie do innych pomieszczeń, żeby sprawdzić, czy tam nie znajdują się drzwi.
Mądrość, przemyślenie sprawy, spryt - taka jest Matka Natura.
Szczyt marzeń Berniego (ogonek.pl)
Prawie zawsze.
Jedyny wyjątek jaki znam, to nasz Bernard. Stuprocentowa świnka morska. Gryzoń w czystej postaci.
Bernard jest rzadkim przypadkiem błędu Przyrody.
Otóż Berniemu przestały rosnąć zęby. Dolne. W związku z tym stracił możliwość odcinania fragmentów obiadu. Skutek tego jest taki, że wielokrotnie w ciągu dnia muszę mu ucierać na tarce marchew i ogórki, muszę mu siekać natkę na krótkie fragmenty, żeby języczkiem wciągnął pyszności i przekazał znacznie oddalonym od usteczek zębom trzonowym do rozdrobnienia...
Wstaję półprzytomna w środku nocy (o szóstej) i natychmiast biegnę do kuchni, żeby utrzeć na tarce marchew, ogórka i buraka...
Zanim omówiliśmy z Bernim sprawę ucierania jedzonka, biedak schudł i stracił humor. Teraz znowu jest podobny do Leonida Breżniewa i piszczy jak stado zarzynanych prosiąt. Znaczy - wszystko w normie.

Po dłuższej chwili:
To jednak nie jest błąd tylko kolejny dowód na mądrość Natury. Dała takiego lekko uszkodzonego Berniego mnie. Pracuję w domu i mogę wielokrotnie w ciągu dnia trzeć na tarce warzywa.
A gdyby tak Berni dostał się w ręce minister edukacji? I ona podczas wizytowania szkół i wygłaszania przemów musiałaby robić przerwy na wyjęcie z torebki dużej tarki i buraka?
Bernard czułby się na pewno niekomfortowo!

wtorek, 10 października 2017

piekarni

that.pl
 O szóstej rano poszłam do naszej piekarni po chleb.

Jeśli ktoś mówi Wam, że najgroźniejszą substancją uzależniającą jest kokaina, to kłamie.
Najgroźniejszy jest poranny chleb z naszej piekarni. Ciepły, mocno przypieczony i chrupiący.
I do tego ten zapach!
Moja silna wola została rozsmarowana na szóstej kanapce z powidłami śliwkowymi.

Ratunku! Przecież ja już nie mogę!!!

piątek, 6 października 2017

pielgrzymów

święcipańscy
-... a do Gniezna, do relikwii św. Wojciecha, przybywało mnóstwo pielgrzymów. I przybył też cesarz Otton III. Bolesław Chrobry powitał cesarza Ottona w Gnieźnie bardzo uroczyście i cesarz był z tego bardzo zadowolony, ale chciał z Gniezna zabrać ramię św. Wojciecha, a w zamian oferował gwóźdź z krzyża i kopię włóczni św. Maurycego.
- A jak już cesarz przyjechał do Gniezna, to Bolesław...
- Mamo, on chyba nie przyjechał! To była pielgrzymka, a pielgrzymi chodzą na nogach!

Nigdy nie byłam dobra z historii, ale niektóre sytuacje są doprawdy zaskakujące ;-)

PS. Zamieszczone obok zdjęcie może być wizerunkiem innych relikwii. Uznałam jednak, że jest dostatecznie wymowne.

Atlantyk

Zaczynam się martwić o Atlantyk.

itaka.pl
Podejrzewam, że wiatr przeniósł go całego w moje okolice. Wyspy Zielonego Przylądka prawdopodobnie przestały być wyspami i autochtoni jeżdżą teraz na kontynent na deskorolkach... Od wczoraj leje. A pogoda przypomina regularny sztorm. Na gigantycznych kałużach robią się regularne fale. "Podnieście kotwicę, panie kapitanie ziemia na horyzoncie, cała naprzód" - taki widok mam z okna. Czekam, aż frachtowce zaczną cumować na moim miejscu parkingowym.

Rano na balkonie miałam kępę liści i kwiatów. Rozejrzałam się po balkonach sąsiadów, ale to nie od nich. Wiatr przywiał mi fragment cudzego ogrodu. Gdyby ktoś szukał, to bardzo proszę. Są do odbioru.

czwartek, 5 października 2017

przodków

- Nie no, daj spokój! Nie możesz swoich lęków tłumaczyć tym, że dostałaś je w spadku od swoich przodków! Żyjemy w XXI wieku. Teraz liczą się fakty, a nie czyjeś przekonania!
filing.pl
- A dlaczego boisz się wysokości?
- Nie wiem... Zwyczajnie... Wszyscy się boją...
- Ja nie.
- Ale większość się boi.
- Chyba nie. A jak myślisz, dlaczego akurat ty się boisz? Przecież nie masz żadnych osobistych negatywnych przeżyć związanych z wysokością. Nie spadłaś nigdy z mostu, nie zamknięto cię na szczycie wieży, nie byłaś świadkiem jak ktoś wyskoczył z okna w wieżowcu. A jednak się boisz...
- To jest kwestia działania synaps.
- I jesteś pierwszą osobą w twojej rodzinie, która ma w głowie synapsy, czy może ich budowę i sposób funkcjonowania odziedziczyłaś po przodkach?

poniedziałek, 2 października 2017

mylą

A co, jeśli naukowcy się mylą?
socratic
Jeśli przyjęte przez nich zasady nie są prawdą prawdziwą, tylko rodzajem umowy, która kiedyś zostanie przez kogoś obalona?
Przez stulecia wierzono, że wszystkie organizmy zostały stworzone w takiej formie, w jakiej możemy je dziś oglądać. I nagle przyszedł niedouczony i prymitywny Charles, który nie miał pojęcia, że zrobił durniów ze wszystkich przyrodników.
A jeśli przyjdzie teraz jakiś John, Lee albo Ismael i zrobi durniów z fizyków, udowadniając, że atom wcale nie składa się z elektronów krążących wokół jądra, tylko na przykład z płatków energii, oblanych syropem z niedospania?
I będziemy się potem śmiać, że kiedyś wierzono w jakieś orbity, których nikt przecież nigdy nie widział...

piątek, 29 września 2017

kluczy

Pojechałam z Bernardem do weterynarza, sprzątnęłam wszystko to, co narosło od wczoraj, pochłonęłam śniadanie, wypiłam kawę, zjadłam śliwkę i siadłam do pracy. Telefon. Mama.

4gift
- Kalinko, wiesz, ja stoję pod domem i nie mogę znaleźć kluczy. Byłam z Czesiem na cmentarzu, musiałam je gdzieś zgubić.
- Kieszenie przejrzałaś?
- Tak.
- A torebkę przejrzałaś?
- Tak.
- To czekaj tam na mnie. Już jadę.

Pojechałam. Najpierw sprawdziłam, czy drzwi do mamy mieszkania są zamknięte na klucz. Niestety były. Otworzyłam je moim kluczem i wyrzuciłyśmy wszystko z mamy kieszeni oraz torebki na stół. Powstała z tego góra rozmiarów Kasprowego. Kluczy brak. Zadzwoniłam do Czesia, żeby sprawdził, czy w jego samochodzie nie ma kluczy. Nie było. Ustaliłam, w którym miejscu mama wsiadała i wysiadała z czesiowego samochodu i poszłam szukać kluczy na parkingu.
Znalazły się. Leżały na skrzynce elektrycznej.

Wróciłam do domu, wypiłam kawę, zjadłam śliwkę i siadłam do pracy. Chyba wyłączę telefon...

środa, 27 września 2017

priorytetów

jeja.pl
No i wszystko się toczy i toczy. A nagle Palec Opatrzności, specjalista w dziedzinie ustalania priorytetów życiowych, bierze się do roboty. Tu coś wskaże, tam kiwnie, gdzie indziej przestawi i w ciągu pięciu minut wszystkie problemy, którymi zamartwiałam się przez ostatnie miesiące, znikają. Nie mogę sobie nawet przypomnieć, co mnie tak dręczyło. Cud, czy co?

Szkoda tylko, że natura nie lubi próżni i na miejsce starych problemów wciska człowiekowi od razu inne.

Cholera jasna, jaka szkoda...

Wolałam te stare, których już nie pamiętam. Swojskie jakieś były. I człowiek mógł sobie z nimi pogadać po ludzku... A teraz patrzę nowym na usta i nic nie rozumiem...

Cholera jasna, jak nie rozumiem...

poniedziałek, 25 września 2017

złożyć

freepik
- Przeszukuję Internet. Chcę kupić specjalne metalowe pudełko, do którego można złożyć wszystkie wyrzuty sumienia. Szczególnie te związane z niezrobioną pracą.

Najlepiej z zamkiem zatrzaskowym.
Włożę, zatrzasnę drzwiczki i zawartości nie da się wyjąć.

Gdyby ktoś miał dostęp do producenta, będę wdzięczna za namiary.

Być może powinien to być model, do którego po jakimś czasie da się dostawić z boku drugi, trzeci i kolejne egzemplarze.

piątek, 22 września 2017

machając

Córki nie poszły do szkoły, gdyż jedna miała chrypę a druga miała odpowiednią opowieść wyjaśniającą, dlaczego nie musi iść do szkoły.
szalstudio.pl
Decyzja zapadła o 6.45 i wywołała natychmiastowe konsekwencje: jak stałyśmy, tak zaległyśmy w łóżkach. Wyspać się w piątek rano to luksus, który zmienia życie w bajkę. I gdy właśnie w tej bajce przeskakiwałam z kwiatka na kwiatek, machając skrzydełkami i przymierzałam szklany pantofelek, zawiązując pod brodą sznurek od czerwonego kapturka, zadzwonił telefon.
- Kalinko, czy coś się stało?
-Eeee... Yyyyy...
- Czy ty spałaś?
- Yhy...
-Oj, tak bardzo cię przepraszam. Ja wiem, że mam do ciebie rano nie dzwonić, bo ty czasem śpisz i teraz jest mi tak strasznie przykro, że
- Famo, fóźniej...
- ...że cię obudziłam mi przykro i aż nie wiem co powiedzieć, bo...
- Mamo, fóźniej...
- ...bo właściwie to nie mam nic ważnego i tylko...
- Mamo, zadzwoń później. Ja śpię.
- Aha.

Mama się rozłączyła, a ból głowy wielki jak smok wawelski wręcz przeciwnie...


czwartek, 21 września 2017

naciskając

Jadę do K. Jest ósma rano, na moim pasie ruch umiarkowany - większość kierowców zdąża do pracy do miasta i jadą w przeciwną stronę. Zatrzymuję się przed przejazdem kolejowym zgodnie z zasadą, że nie znam dróżnika i nie mam podstaw, by mu zaufać. Gdy upewniam się, że żaden pospieszny, ani nawet osobowy nie wbije mi się w karoserię, przejeżdżam przez tory i we wstecznym lusterku widzę za sobą radiowóz. Po minięciu przejazdu rozpędzam się do przepisowej 50 i podziwiając okolicę, jadę noga za nogą, koło za kołem. We wstecznym lusterku widzę, że sznur samochodów za mną zaczyna sięgać Górnego Karabachu. Droga prowadzi przy jeziorze, nad którym teraz raczej nie ma tłumów, ale ograniczenie prędkości obowiązuje mimo to przez cały rok. Wszystkie samochody za mną jadą więc z prędkością 40 km na godzinę. Jak Bóg przykazał. Celebruję lasy i łąki dookoła, dojeżdżając do tablicy z nazwą malutkiej miejscowości, w której ruch ograniczony jest do 30. Nie wierzę własnym oczom. Pięć chałupinek na krzyż, a kilkadziesiąt samochodów jedzie jak kondukt pogrzebowy. Jestem w tej dobrej sytuacji, że wiem, dlaczego się tak wleczemy. Kierowcy na końcu kolumny przecież nie wiedzą, że to siła wyższa zmusza nas do zachowania prędkości spacerowej. Nikt nikogo nie wyprzedza, każdy podejrzewa, że dzieje się coś dziwnego na drodze. Wyjeżdżamy z wioski i dojeżdżamy do dużego skrzyżowania. Tu odłączam się od głównej drogi i skręcam w prawo, natychmiast naciskając pedał gazu. Z osłupieniem patrzę we wsteczne lusterko. Radiowóz jedzie za mną.
autostuff.pl
Nie będę się rozpisywać, jak to wielokrotnie skręcałam w różnych miejscowościach, a radiowóz cały czas siedział mi na ogonie. W życiu nie jechałam tak przepisowo. W końcu dojechaliśmy (ja i policja oraz sznur zmieniających się samochodów za nami) do miejscowości obok K. Pomyślałam sobie, że jeśli przejadą za mną przez miasteczko, zjadę na pobocze, zatrzymam ich i powiem, że przyznaję się do wszystkiego, tylko niech już mnie wyprzedzą.

I wtedy na skrzyżowaniu zauważam trzy stojące na światłach radiowozy i tłum policji po obu stronach drogi. Od razu domyśliłam się, że to obława, zaczęłam zastanawiać się, czy zbiją mi się okulary, gdy mnie będą rzucać na ziemię i czy pozwolą mi wziąć do celi inhalator, bo jeśli nie, to współosadzone ukatrupią mnie pierwszej nocy, żeby uciszyć mój kaszel. Ale nic takiego się nie stało. Minęłam tabun policjantów a mój radiowóz zatrzymał się na poboczu. Pojechałam dalej sama.

Dziś dowiedziałam się, że minister Błaszczak otwierał wczoraj komisariat w tej miejscowości. Radiowóz prawdopodobnie kontrolował trasę przed kolumną z Sam-wiesz-kim. Myślę, że policjanci z radiowozu musieli wcześniej zorientować się, że jedziemy w to samo miejsce. Ciekawe, co sobie pomyśleli... Mam nadzieję, że wzięli mnie za osobistego lekarza pana ministra. Albo... Nie, nie. Jednak wybieram opcję: osobisty lekarz.

sobota, 16 września 2017

imprezę

-Wiesz, mamo, wczoraj moja córka urządzała osiemnaste urodziny. Mówiłam ci o tym od kilku dni, pamiętasz? Kupowałyśmy nawet razem produkty na sernik, przypominasz sobie? Impreza była wspaniała. Przyszło mnóstwo jej znajomych, fantastycznie się bawili, tańczyli do rana, spadł im na podłogę tort urodzinowy i zapaliła się bagietka, którą ktoś położył za blisko palnika. Jedna osoba zgubiła okulary a druga kurtkę, zbił się kieliszek od szampana i nie dotarł na czas prezent, zamówiony przez Internet. Wszystko zgodnie z odwiecznym scenariuszem osiemnastek. Tak jak powinno być na pierwszych pełnoletnich urodzinach.
youtube
- Och, to cudownie, Kalinko. Nic o tym nie wiedziałam, że twoja córka będzie miała imprezę osiemnastkową. Nie mówiłaś mi o tym... A dużo było gości?
- Tak, mamo. Bardzo dużo.
- A coś się zniszczyło?
- Zbił się kieliszek od szampana, jedna osoba zgubiła okulary a druga kurtkę.
- Ach, to pili szampana? A tańczyli?
- Tak mamo, tańczyli. Do rana.
- A na tej imprezie była orkiestra?

Kurtyna w dół. Oklaski.

piątek, 15 września 2017

samcem

Pamiętam moment, gdy dowiedziałam się, że w oryginale "Kubusia Puchatka" Sowa Przemądrzała jest samcem. To było niezmiernie zaskakujące, ponieważ nigdy nie pomyślałam o żadnej sowie, że jest samcem. Sowa jest samicą i już.
humorek.pl
Tak samo mam z żyrafą. Żyrafa to samica. Nie wchodzę tu w niuanse natury seksualno-rozrodczej. Odcinam pewne oczywiste oczywistości. Nie zadaję sobie krępujących pytań i nie liczę na żadne nieprzyjemne wyjaśnienia. Wewnętrzne przeświadczenie mówi mi, że żyrafa to samica i gdybym miała zwrócić się do jakiejś, z całą pewnością zaczęłabym od "Maleńka!".
Nie ma tu znaczenia rodzaj rzeczownika, gdyż rekin też jest samicą, a koala zawsze i niezmiennie samcem...
Jeże są samcami, to chyba oczywiste. Gdybym brała do ręki kolczastą kulkę, widziałabym w niej czułego i troskliwego ojca innych kolczastych kulek.

Co ciekawe, w takim odbiorze przyrody zupełnie nie przeszkadza mi przyrodnicze wykształcenie.  Ciekawe, czy gdybym była fizykiem, w pewnych okolicznościach moje wewnętrzne "ja" zaprzeczałoby istnieniu grawitacji... ;-)

środa, 13 września 2017

drzemka

Gdy rano dzwoni budzik, nie mogę sobie przypomnieć, czy to jest już ostatnia drzemka, czy dopiero pierwsza...
blasty.pl
Producenci telefonów powinni przewidzieć taką opcję i urządzić to w następujący sposób:

Włącza się alarm, a lektor cichym głosem informuje: "Drzemka numer 1. Pozostały jeszcze dwie do wykorzystania".
Przy trzeciej drzemce stanowczy głos informowałby: "To jest twoja ostatnia szansa na pobudkę!"

Dzisiaj jest 13 września 2017.
Jeśli ktoś kiedyś będzie próbował zgarnąć ogromną kasę za ten pomysł, to oświadczam, że byłam pierwsza!

wtorek, 12 września 2017

dlaczego

Poniedziałek, godz. 7.00
pl.aliexpress
- Znowu mi dałaś do szkoły jabłko? Mówiłam ci, że nie lubię jabłek!

Wtorek, godz. 7.00
- Za wcześnie mnie dzisiaj obudziłaś!

Środa, godz. 7.00
- Dlaczego moja młodsza siostra weszła przede mną do łazienki?

Czwartek, godz. 7.00
- Za późno mnie obudziłaś i teraz muszę się spieszyć!

Piątek, godz. 7.00
- Nie powiedziałam ci, że już nie lubię kanapek z miodem, bo zapomniałam!

Poniedziałek, godz. 7.00
- Z czym mi zrobiłaś kanapkę do szkoły, bo akurat tego nie lubię?

Wtorek, godz. 7.00
- Robisz mi za duże śniadania do szkoły!

Środa, godz. 7.00
- Ale jak to? Mam sama sobie robić śniadania do szkoły? I sama się budzić? Ale dlaczego?

poniedziałek, 11 września 2017

służba

Czy to jest możliwe, że wróci obowiązkowa służba wojskowa?

newsweek.pl
Czy w XXI wieku można zmusić młodych, jędrnych i ambitnych mężczyzn, żeby przez dwa lata polerowali obcasy w koszarach?

Oglądam Teatr Telewizji.
Świetny Gajos jako oficer komunistycznego kontrwywiadu.
Boże, nie spraw, żeby historia toczyła się kołem.

wiercić

Od jakiegoś czasu budzę się w nocy o podobnej godzinie. Nie napiszę, czy ten "jakiś czas" trwa kilka dni, kilka miesięcy czy kilka lat, bo się wstydzę.
wordpress.com
Wygląda to mniej więcej (raczej więcej) tak: śpię, śpię, śpię, zaczynam się wiercić, budzę się ale udaję że śpię, po kilku minutach otwieram oczy, patrzę na zegarek i jest prawie ta sama godzina co wczoraj, przedwczoraj, przedprzedwczoraj i... i już.
Dzisiaj o tej właśnie godzinie rozbudziłam się na dobre. Włączyłam internet i wpisałam w google pytanie, co oznacza budzenie się o tej godzinie.

I tu jest sedno sedna: jeśli jesteście w podobnej sytuacji - nie róbcie tego!
Nie sprawdzajcie, jeśli jesteście wątłego zdrowia psychicznego i fizycznego!
Otóż przeczytałam ochtylion artykułów o tym, że conocne budzenie się o tej właśnie godzinie jest objawem... no w zasadzie wszystkiego. Opętania, wszelakich chorób, zaburzeń trawienia, złej pracy nerek, wątroby, płuc, serca lub mózgu, smutku, wysokiego ciśnienia krwi, niskiego ciśnienia krwi, żałoby, apatii, stresu, braku stresów, oczyszczania się organizmu z toksyn a nawet gromadzenia się toksyn w organizmie - w zasadzie każdy może znaleźć coś dla siebie...

Dzisiaj wybrałam złą pracę wątroby, brak stresów, opętanie, pełnię, niedobór płynów w organizmie i żyłę wodną.
Opcji jest tyle, że wystarczy mi aż do Wielkanocy. Internet daje człowiekowi wolność. Wolność wyboru. ;-)

piątek, 8 września 2017

konsumpcję

choZoba.pl
- Byłyśmy na kawie. Mały stoliczek, dwie spore kawy oraz pół godziny przeznaczone na konsumpcję i pogawędkę o życiu. Już w trzeciej minucie oparłam się o stolik i wylałam zawartość obu filiżanek na stół. Szybkość zniknięcia kawy z filiżanek wpłynęła niekorzystnie na długość pogawędki. Wróciłam do domu po dwóch godzinach... Następnym razem zamówię od razu dwie puste filiżanki. Po co płacić za patrzenie na brudne naczynie po kawie?!

wtorek, 5 września 2017

garach

- Postanowiłam zrobić gołąbki. Prawdziwe, pyszne, takie jak robiła mama. Przepis wyciągnęłam z bezmiaru Internetu i zakupiłam niezbędne produkty. Niestety, nie spojrzałam na proporcje i przygotowałam tyle farszu, że w trakcie produkcji kapuścianych zawiniątek musiałam pojechać po jeszcze jedną kapustę.
muka.pl
Efektem moich gołąbkowych poczynań stały się cztery wielkie gary wypchane gołąbkami.

Pytanie: Czy gołąbki mogą się kiedyś znudzić?
Odpowiedź: Nie po czterech garnkach... To stanowczo za mało...