Znam ludzi, którzy są ucieleśnieniem złej energii. Nakręcają awantury, oskarżają wszystkich dookoła, krytykują, poniżają i obrażają. Sami nic nie robią, za to tworzą na temat swoich osiągnięć całe historie. I udaje im się. Cały czas pływają po powierzchni. Nie ma na nich sposobu.
I tu zazdroszczę buddystom, bo mogą sobie pomyśleć, że w następnym wcieleniu taka postać pojawi się jako karaluch, tasiemiec albo wesz łonowa. I zostanie potraktowana sporą dawką insektycydy najnowszej generacji.
A ja mogę tylko patrzeć.
I ja znam... I w blogowni znam...
OdpowiedzUsuńMam wrażenie, że coraz więcej osób piszących blogi traci pion...
UsuńTeż takich znam. Staram się nie być częścią ich życiorysów
OdpowiedzUsuńCzasem się nie da. Wracają.
UsuńNajgorsze jest to, że ci ludzie faktycznie są jak karaluchy. Nawet jeśli celowo się odcinasz, zamykasz im drzwi, to i tak wepchną się do środka - oknem, kominem, inną dziurą. Nie wybijesz.
OdpowiedzUsuńJeden taki karaluch walczy teraz ze mną. Jakie ma wysublimowane metody, ile intryg jest potrzebnych, jakie nakłady energetyczne...
UsuńNieraz się zastanawiam, czy takim ludziom nie szkoda na to energii i życia... Czasami dochodzę do wniosku, że dla nich to jest właśnie całym życiem i źródłem radości.
UsuńZdrowia, Kalino - mam ogromną nadzieję, że uda Ci się pozbyć problemów zdrowotnych i że będziesz miała bardzo przyjemny "urlop" w Holandii :)