- Jadę w niedzielę do Warszawy. - Będziesz miała jakiś wolny dzień?
- Pół wtorku. A masz jakąś propozycję?
- Rewelacja! Przyjdź na próbę! We wtorek rano!
- Ale ja akurat rano mam zajęcia. Wolna jestem w tej drugiej połowie wtorku.
- A, to się nazywa pech.
- Dzięki. Tego mi brakowało. Odrobiny optymizmu.
Dziwne...
OdpowiedzUsuńJak ja jadę do Warszawy w niedzielę, to wolne mam pół środy. Pierwsze pół ;)
A, to dlatego w moim planie jest tyle zajęć w środę... Bo ktoś ma wolne, a wiadomo, że ktoś musi, żeby inny ktoś nie musiał ;-)
OdpowiedzUsuńNiech z bólu ryczy ranny łoś... tak ;-)
OdpowiedzUsuńach, gdzież jest jego zgięta oś... ;-)
Usuń