Kalina została oprowadzona po nowej szkole. Wszystko inaczej w niej niż w starej.
"Można się przyzwyczaić" - powiedział dyrektor w krótkich spodkach.
Kalina czuje, że będzie dobrze. Krótkie spodenki dają nadzieję, że szkoła może być fajnym miejscem.
Kalina została oprowadzona po nowej szkole. Wszystko inaczej w niej niż w starej.
"Można się przyzwyczaić" - powiedział dyrektor w krótkich spodkach.
Kalina czuje, że będzie dobrze. Krótkie spodenki dają nadzieję, że szkoła może być fajnym miejscem.
Nadchodzące dni będą kluczowe. Poważne sprawy zdrowotne do rozstrzygnięcia.
Starsza córka Kaliny ma od dziś aparat na górnym łuku. Przyzwyczaja się do życia bez chrupiących skórek od tostów.
Wakacje pod znakiem zapytania. Czekamy na diagnozy.
Kalina będzie pracowała od września dodatkowo w drugiej szkole - autorskiej, teatralnej, niezwykłej.
Co to będzie, co to będzie...
Odkruszają się różne kawałki od siebie, zupełnie jakby rzeczy zaczynały rdzewieć.
A może to ja nie umiem już konserwować.
A może to ja widzę teraz więcej wad.
Jestem przestraszona i zdenerwowana.
Podobno jest różnica między lękiem a strachem.
Nie czuję jej.
Mam strach o lęk i lęk przed strachem.
Kalina spakowała do samochodu gruby sweter, dwie pary pełnych butów, sztormiak i dżinsy. A na siebie zakłada jutro ukochaną cieniutką, flanelową sukienkę bez rękawów.
Zacznie Kalina dzień w klimacie subtropikalnym, a wieczorem dotrze do klimatu "jasna-cholera-jak zimno".
- Mamo, u nas strasznie wieje, leje i jest bardzo zimno - ostrzegła starsza córka, która jutro spodziewa się odwiedzin swojej mamy.
Niestosowna różnica temperatur. Niestosowna.
Spędzimy w Hadze ponad tydzień, odwiedzając nasze ulubione pchle targi i sklepy vintage. I znowu Kalina będzie oglądała na wieszakach sukienki prawie po babci Marii, które obecnie kosztują dziesiątki euro.
Córki Kaliny będą miały za dwa tygodnie zakładane aparaty ortodontyczne.
Będzie się działo...
Kalina ma wspólne konto na audiotece z kolegą męża z pracy. Oboje dokupują książki, dzięki czemu mają dostęp do tego co sami wybrali i do tego, co wybrał współczytacz. I tak od lat.
Dziś po raz pierwszy pojawiła się informacja na ekranie smartfona Kaliny: z tego konta korzysta ktoś na innym urządzeniu. I Kalinę wyrzuciło w samym środku samego środka ciekawej powieści.
Kalina sprawozdała mężowi. Ten spojrzał w służbowy kalendarz i powiedział: zaloguj się znowu o 13.30. Wtedy Szczepan ma ważne spotkanie.
Tak się stało.
Porządny pracownik z tego Szczepana. Nie spóźnia się na spotkania. :-)
Ostatnio często zrywa mi się internet. Ostatnio często przerywają mi się rozmowy telefoniczne.
Zastanawiam się, czy to jakaś poważniejsza sprawa, czy chwilowa niedyspozycja któregoś z okolicznych kabli.
Ale nie o tym...
Gdy zrywa się internet, na ekranie komputera pojawia mi się napis: kurza twarz!
Poprawia mi on humor. Gdyby pojawiał się "przepraszamy za awarię", byłabym zła. Ale "kurza twarz" to kwintesencja tego, co odczuwam, wyrażona w najbardziej elegancki sposób, jaki mogłabym wymyślić.
Mam przyjaciółkę, polonistkę, która jest niezwykle sprawna językowo. Potrafi komuś wbić ostrze w serce jednym słowem, a mordowany nawet nie wie, że padł ofiarą inteligencji i wysublimowania. Wspomniana polonistka nigdy nie przeklina, nigdy nie używa wulgaryzmów, ale w chwilach wzburzenia mówi coś eleganckiego i stosownego. I gdy usłyszałam z jej ust "motyla noga", gdy dowiedziała się, że ma niechciane zastępstwo, miałam ochotę złożyć hołd językowi polskiemu.
No bo czyż może być coś piękniejszego, niż motyla noga?! I wulgarnego jednocześnie?!
W nieistniejącym notesiku pt. "Co Kalina chciałaby zmienić w sobie" powinien znaleźć się wpis:
Kalina chce nie być wrażliwa na straszenie. Kalina chce umieć natychmiast ocenić, czy informacja jest stresorem bez znaczenia, czy też należy ją potraktować poważnie.
Tego Kalina nie umie, często "jest pod wpływem" złych informacji i zamartwia się od rana do rana (bez pomijania nocy).
Kalina jest wrażliwa na wszelkie "zrobiłaś to źle", a także na "jeszcze tego nie zrobiłaś?".
Kalina źle znosi wszystkie "chyba mam raka" oraz "nie mam za co żyć".
Kalina traktuje takie deklaracje poważnie, obmyśla działanie, wdraża przygotowanie do pomocy, a najczęściej okazuje się, że rak u koleżanki to ból paznokcia od wczoraj, brak funduszy to pierwszy w życiu debet na koncie, a niedotrzymanie terminu nie ma żadnego znaczenia.
Oprócz tego, że pozbawiło Kalinę snu.
Kalina ogarnęła świadectwa, arkusze ocen i swoich uczniów. Temperatury podczas rajdu Kalina nie ogarnęła. Ponad 30 'C w cieniu. Dzieci się gotowały.
- Pani Kalino, pani jest jedyną wychowawczynią, która zorganizowała dzieciom wcześniejszy powrót z rajdu do domu - powiedziała uczennica z klasy Kaliny. Zrezygnowaliśmy po półmetku.
Kalina patrzy na dzieci ze swojej klasy tak, jak chciałaby, żeby były traktowane jej dzieci.
Kalina wierzy, że dobra energia wraca. Co do złej, Kalina ma wątpliwości. Jest kilka osób, które bezustannie emanują złą energią, a jakoś jeszcze piorun ich nie trafił. Być może jest to kwestią czasu...
Na dzień przed drukowaniem świadectw szkolnych minister zmienił rozporządzenie o ich wyglądzie. Świadectwa są od lat drukowane z wersji elektronicznych arkuszy ocen. Firmy, zajmujące się obsługą informatyczną szkół muszą w krótkim czasie zmienić formularze dziesiątek rodzajów świadectw i arkuszy ocen.
Czekamy, co chwilę sprawdzając, czy system już działa.
Wszystkie szkoły w Polsce będą drukowały świadectwa w tym samym czasie - jest dość prawdopodobne, że system padnie, co zdarza się od czasu do czasu w tego typu sytuacjach.
Dziękujemy panu, ministrze, za emocje, których nam pan dostarczył.
A tak przy okazji - dobrze się pan bawi? Bo my już nie....
Kalina będzie prawdopodobnie nominowana do nagrody imienia Największego Idioty, w kategorii "Osoba, ściągająca na siebie same problemy".
Jeśli na każdego człowieka przypada statystycznie taka sama ilość głupich problemów, to wiele osób powinno Kalinie wysyłać kwiaty co miesiąc, w podziękowaniu za to, że ich statystyczna część problemów spada na Kalinę. A w zasadzie, że sama je Kalina sobie dokłada do swojego przydziału.
Kalina wie, że jeśli ktoś pisze ciekawie, to nie ma znaczenia o czym pisze. Kalina ceni niezwykle formę, uwielbia refleksję, powolność, wchodzenie pomiędzy słowa i szukanie drugiego dna.
I ku własnemu osłupieniu, z wypiekami na twarzy czyta teraz Kalina wymianę korespondencji między dwoma wielbicielami piłki nożnej. Dyskutują o mistrzostwach świata w Brazylii. I gdy czyta Kalina ich relacje z meczów, ich refleksje, i razem z nimi przeskakuje Kalina z tematu na temat, goniąc uciekające dygresje, nie chce Kalina iść spać i zarywa noce.
Kalina i jej przyjaciółka jeżdżą sobie w miejsca dziwaczne. Dziś wybór padł na Jezusa w Świebodzinie.
Wsiadły rano w samochód, pomknęły autostradą i dojechały w miejsce znane z ach-jakże-paskudnie-dużego-Jezusa.
Wysiadły z samochodu. Przy Jezusie prawie pusto, tylko jedna grupa turystów. I nagle z grupy tejże odłączyło się sześciu nieletnich, żwawym truchtem podbiegło do Kaliny i wrzeszcząc na całe lubuskie "pani od przyrody" rzuciło się Kalinie w objęcia. Gdyż albowiem była to wycieczka z domu dziecka, który sąsiaduje ze szkołą Kaliny.
I Kalina nigdy w życiu się nie spodziewała, że w Świebodzinie będzie dla turystów większą atrakcją niż Jezus.
Taki cud.
Tak wygląda miejsce Kaliny na ziemi. Na Ziemi.
Rodzice uczniów przypominają sobie o tym, że Kalina istnieje, w momencie wystawiania ocen na koniec roku.
Piszą wówczas "serdeczne" maile w dzienniku elektronicznym. Przede wszystkim pozdrawiają Kalinę i pytają, czy ich syn/córka może coś zrobić, żeby podwyższyć ocenę końcową.
W mieście jest parafia pod wezwaniem Podwyższenia krzyża. Ta nazwa niezmiennie poprawia Kalinie humor. Teraz Kalina patrzy na nią zupełnie z innej strony: Ciekawe, czy krzyż podwyższono po interwencji jakichś rodziców? I czy za czasów Jezusa też podwyższano oceny?
Trzy dni. najbliższy tydzień trwa trzy dni. Jakoś wytrzymam.
Wczoraj pomalowaliśmy z mężem domek na działce. Jest ascetyczny i pomimo swojego skandalicznego stanu wygląda dobrze.
Piękne cynowe naczynia i dwa stare ule prezentują się przy nim znakomicie.
Do tego japońska latarnia ogrodowa przywieziona z Hagi. Jest moc.
Naoglądała się Kalina pięknych niekoszonych muraw zagranicą.
I wróciła Kalina do Polski, a tu skoszone, wysuszone na wiór połacie czegoś, co mogłoby zachwycać...
I nawet gdy wszędzie pojawiają się informacje o nadchodzącej suszy i fali upałów nie sprawiły, żeby zakazano koszenia. I nawet wzdłuż autostrady wszystko wycięte do zera.
Gdzie ludzie mają rozum??
Starsza córka Kaliny w potrzebie, więc jutro po pracy Kalina wyrusza na daleki Zachód. A wraz z Kaliną mnóstwo warzyw i owoców. Kalina będzie córkę karmić, tulić, przykrywać kocykiem i poić herbatką. A jeśli się uda, brać na spacerki nad morze w poszukiwaniu muszelek i innych takich.
- Mamo, myślałam, że nie chcę, żebyś przyjeżdżała, ale jednak bardzo chcę - powiedziała córka, a Kalina w sekundę podjęła decyzję, że urlop bezpłatny jest dla ludzi, cudze dzieci mniej ważne niż własne, a życie tylko jedno.