sobota, 6 stycznia 2018

pierwszą

Zrobiłam listę rzeczy, które muszę zrobić w najbliższych dniach.
muka.pl
Zrobiłam ją w niedzielę, tydzień temu.
Wiele się wydarzyło w ciągu tego tygodnia, ale jedna rzecz jest niezmienna: lista rzeczy do zrobienia.

Jeśli ktoś ma wątpliwości, czy zero jest liczbą pierwszą, to oświadczam z całą pewnością, że tak.
Zero jest pierwszą liczbą, na mojej liście rzeczy zrobionych w tym roku.

środa, 3 stycznia 2018

kwestii

Czy mogłabym prosić o pożyczenie mi z okazji Nowego Roku zdrowia dla rodziny?
Bardzo delikatnie chciałabym napomknąć, że chyba coś pierdalnęło u nas w tej kwestii.

(Przepraszam za słowo "pierdalnęło", ale za nic nie mogę znaleźć lepszego...)



Właśnie sobie uświadomiłam, że ten rok trwa dopiero 3 dni. A mnie się wydaje, że kilka miesięcy.

szczegóły

memy.pl
Latem bardzo łatwo marznę.
Zimą bardzo szybko marznie mój mąż.

Uważam, że coś jest z nim nie tak, ale staram się nie wchodzić w szczegóły

wtorek, 2 stycznia 2018

pożyczyłam

- Mamo, będziesz jeszcze nosiła tę sukienkę, którą ci pożyczyłam na urodziny cioci Steni?
- Ja nie mam żadnej twojej sukienki, Kalinko.
- Nie masz? A czy ktoś był u ciebie ostatnio?
- A, tak. Twoja starsza siostra. Wiesz, że miałam tu naszykowane rzeczy do wydania, takie, których nie będę już nosić i twoja starsza siostra wybrała sobie taką jedną śliczną sukienkę. A może chcesz też przejrzeć te rzeczy?

Kalina zagląda do torby wielkiej jak kufer podróżny księżnej Bawarii.

- Mamo, przecież to są moje rzeczy, które ci przyniosłam, żebyś sobie coś wybrała na imieniny cioci Steni, pamiętasz?
- Nie pamiętam.
- A ktoś już sobie z tej torby coś wybrał, oprócz mojej starszej siostry?
- Nie... Tylko Halinka i Jadzia. Bardzo były zadowolone. Po kilka rzeczy wzięły. I Krysia z Bogusią zabrały po bluzeczce. A Anusia przymierzyła taką jedną spódniczkę i ślicznie wyglądała...

Gdyby ktoś ostatnimi czasy dostał jakieś rzeczy od pewnej miłej pani, to ja serdecznie proszę o kontakt. Odbiorę osobiście.
 ;-)

niedziela, 31 grudnia 2017

rady

- Mamo, myślisz, że to coś poważnego?
onet.pl
- Mam nadzieję, że nie. Pójdziemy do lekarza, zbada cię i powie, co dalej. Być może skończy się zabiegiem. Podejrzewam, że gdy spojrzy i dotknie, to od razu powie, że nie ma się czym martwić i ustali termin niespiesznego zabiegu. Jeśli chcesz, możemy sprawdzić w naszych podręcznikach chirurgii. Chcesz?
- A w internecie?
- W internecie nie warto sprawdzać. Tam piszą sami wariaci, straszący ludzi.

Minęło 20 minut. Mama siedzi zanurzona w internecie po uszy i sprawdza. Jej oczy robią się coraz bardziej okrągłe a serducho wali jak młot.

- Mamo, ja też sprawdziłam. Myślisz, że oni tam piszą prawdę?
- Nie, nie. oczywiście, że nie. To sami wariaci, straszący ludzi. Tylko nie rozumiem, dlaczego nie posłuchałam swojej własnej rady.
- Tak. ja też żałuję, że nie posłuchałam rady własnej mamy. W internecie piszą sami wariaci... A myślisz, że to może być to, o czym oni piszą?

sobota, 30 grudnia 2017

instrukcji

Niby wiem i rozumiem.

kwejk.pl
Ale jednak wbiło mnie w fotel, gdy postanowiłam raz w życiu dokładnie potraktować instrukcję obsługi płynu do prania. Założyłam okulary, bo instrukcja napisana jest czcionką dla mikrobiologów.
Przeczytałam, że jeśli tkaniny są bardzo zabrudzone, należy wlać do pralki 160 ml płynu, a jeżeli są zaledwie muśnięte brudem to 80 ml.
Ha, pomyślałam, tu cię mam!
Wzięłam do ręki nakrętkę, która stanowi miarkę dla płynu. Odczytanie informacji napisanej na nakrętce wymaga konsultacji z osobą, posługującą się mikroskopem jądrowym, ale jakoś dałam radę. Sprawdzałam kilkakrotnie: nakrętka odmierza 35 ml płynu.
Czy ja się nigdy nie doczekam tego, że będę mogła jak prawdziwa gospodyni domowa robić wszystko dokładnie tak jak należy?
No jak mam odmierzyć 80 ml płynu nakrętką, która ma 35 ml?
Po co ta instrukcja, okulary, mikroskop, klęczenie przy pralce i inne starania, skoro sam producent jasno i wyraźnie daje mi do zrozumienia, że instrukcji nie da się zastosować? ;-)

wtorek, 26 grudnia 2017

rodzi

A może tak ma być, że podczas Świąt rodzi się ktoś bardzo bliski w osobie, którą znamy od lat?
gazeta krakowska
I zamiast szperać między kłosami sianka w żłóbku w poszukiwaniu boga-człowieka, lepiej poszukać człowieka w człowieku?
I może pasterze, którzy przybieżeli do Betlejem, niekoniecznie muszą tam stać obok krowy i owcy, tylko mogą też siedzieć przy jednym stole i rozmawiać o poezji, odmianie liczebników i pryszczach?

Święta bez zadęcia.
To hasło na ten czas.

czwartek, 21 grudnia 2017

mną

Ludzie nas zaskakują. Mnie bardzo często.
Wczoraj przyszła do mnie pewna kobieta. Wysłuchała. Siedziała obok mnie przez prawie 2 godziny. Przeprowadziła ze mną rasową sesję coachingową, trening interpersonalny, poukładała mi w głowie, podsumowała, zamiotła wszystko to, co się ze mnie wykruszyło i na końcu spytała, czy nie uważam, że powinnam jeszcze porozmawiać na ten temat z kimś w moim wieku. Nie sądziłam. Wystarczyła rozmowa z nią.
Bo ona zdecydowanie w moim wieku nie była.
Była ode mnie młodsza o prawie 30 lat i gdy spotkałyśmy się pierwszy raz, ona była zawinięta w szpitalny kocyk, a ja leżałam umęczona ciężkim porodem.
Mam dorosłą córkę. I jaką mądrą!

Widzicie, tego pawia? Co się tak puszy? To ja!

Jeśli przekazywałyście mi wczoraj pozytywną energię, to trafiła w moją córkę i przez nią do mnie. Tak było. Są świadkowie. Zwłaszcza jeden. Nawet dowód rzeczowy się znajdzie: moje wczorajsze zwłoki, z których wstałam, chociaż to nie te święta.

środa, 20 grudnia 2017

kończę

Gdy już uda mi się zaorać jakieś poletko i zasadzić na nim dające nadzieję sukcesu nasionko, to natychmiast nad innym poletkiem pojawia się chmura gradowa i zrównuje wszystko do samej piwnicy.
afryka.org
I wtedy biegnę z łopatą, zakopywać i zasypywać te nowe zmasakrowane grządki, wyrównywać i siać i gdy już już kończę, natychmiast pojawia się nad innym poletkiem nowa chmura gradowa.... i tak dalej.

1. Nawet nie wiedziałam, że mam tyle poletek.
2. Z przestrachem patrzę na te, które jakoś się trzymają.
3. Czuję, że ocieplina, która wypełnia mnie w środku, jest w bardzo złym stanie. A zima za oknem.

wtorek, 19 grudnia 2017

nabór

Dotychczas dostawałam maile z zaproszeniem do Iranu (a może to był Irak?).
Teraz - proszę bardzo. Cóż za zmiana!


Szanowni Państwo,
radiozet.pl
informujemy uprzejmie, że w Ministerstwie Rozwoju trwa nabór wniosków na Programy Branżowe 2018, w ramach których
otrzymać można refundację 50% kosztów uczestnictwa w misjach gospodarczych do Chin: 18-22 marca 2018 oraz
do Rosji: 8-14 kwietnia 2018. Z uwagi na fakt, że pula środków jest ograniczona może ona wyczerpać się do końca 2017 roku.
Dlatego Wszystkich zainteresowanych współpracą biznesową w tych najważniejszych krajach wschodu zapraszamy do przesyłania
zgłoszeń już teraz.

Dodatkowo wszystkie zgłoszenia złożone do dnia: 29 grudnia 2017 roku będą objęte 10% promocją całkowitych kosztów uczestnictwa.


Jeśli są jacyś chętni na wspólny wyjazd, to zapraszam!
Zniżka 10% wydaje się tak atrakcyjna, że już się pakuję. Zawsze chciałam zobaczyć Chiny, współpracą jestem zainteresowana. Może być nawet biznesowa. Nie wiem tylko, czy podczas wyjazdu miałabym czas na uczestniczenie w spotkaniach "misyjnych", ale obiecuję, że wezmę to pod uwagę. 
Trochę mnie dziwi, że jest coś takiego jak Ministerstwo Rozwoju, ale darowanemu koniowi się w zęby nie zagląda. Zapraszają - żal odmawiać!

PS. Czy to możliwe, że "Avatar" był kręcony w Chinach?

poniedziałek, 18 grudnia 2017

bestsellerem

Poczytuję wiele książek jednocześnie.
jeja.pl

Czytam zwykle w tym samym czasie jakąś książkę dla dzieci (teraz "Uroczysko"), kryminał Agaty Christie (przeważnie kilka jednocześnie), do tego coś filozoficznego albo popularnonaukowego (obecnie podstawy teorii względności), mam też na tapecie poezję (ostatnio wróciłam do haiku) i kończę właśnie wydanie z lat 80. rozważań na pograniczu etyki i nauk przyrodniczych, które traktuję jak książkę historyczną.
Do tego należy dołożyć audiobooki, których słucham w zależności od rodzaju zajęć domowych. Aktualnie: "Jądro ciemności", Chmielewska, Harry Potter, Adam Szustak i "W Dolinie Muminków".
W wannie czytam zawsze jakieś krótkie opowiadania, a gdy kryzys napada mnie ze wszystkich stron, oglądam książki z obrazkami. Mogą to być np. "Rasy psów", albo album Larsa Jonssona, a nawet "Przewodnik ilustrowany - pogoda", z którego usiłuję się nauczyć nazw chmur (samo usiłowanie jest tak przyjemne, że nie spodziewam się szybkiego efektu...).
Wciskam gdzieś w środek to, co poleca mi mama, która czyta naprawdę sporo (sama wybieram dla niej książki w bibliotece i czekam na jej opinię, czy warto...). Słucham też pilnie, co polecają znajomi i podłączam się ich wyborów. Zwykle nie żałuję (dzięki, teatralna!)
No i jeszcze książki, które są mi potrzebne do pracy, ale tego nie uważam za czytanie.

I jak to wszystko wyjaśnić komuś, kto czyta jedną książkę rocznie, podczas wakacji, i to tylko wtedy, gdy jest ona bestsellerem empiku? A ma nadzieję, że ja polecę "coś fajnego"?

niedziela, 17 grudnia 2017

homeopata

Homeopatia, w którą nie wierzę, wszędzie wpada mi w oczy i w uszy. Poczytałam, postanowiłam wrócić do leku w kroplach, który kiedyś przepisał mi homeopata.
wsamrazek.pl
Zamówiłam go w aptece internetowej - jest to gotowy preparat, produkowany przez firmę od leków homeopatycznych.
Przyszła paczka. Zamiast "mojego" leku homeopatycznego jest dziwna buteleczka z przezroczystym płynem i domowej produkcji naklejką: "Krople wg składu tamtego leku".

Ktoś wlał coś do buteleczki i przysłał mi jako ten sam lek, który zamówiłam. Każdy, kto coś wie o homeopatii, ma świadomość, że w lekach homeopatycznych jest w zasadzie woda. Kupiłam zatem robioną recepturowo wodę!? Ciekawe, czy jest chociaż przegotowana...

Czy to się dzieje naprawdę?
A może zwariowałam?

Moje szkiełko i oko zaparowało od gotującej się we mnie wody...

piątek, 15 grudnia 2017

żeby

Gdyby ktoś chciał spełnić przed świętami jeden dobry uczynek, to mam taką
lolcats.pl
propozycję:

zapraszam do Kaliny do domu.

Dobry uczynek polegać będzie na tym, żeby stać nad Kaliną i wszelkimi możliwymi sposobami motywować ją, żeby wreszcie...

...żeby wreszcie przejrzała prezenty dla rodziny, żeby wreszcie zrobiła korektę, żeby wreszcie podlała kwiaty i pościeliła łóżko i żeby wreszcie przestała marudzić, że boli ją głowa (zwłaszcza, że na określenie tego ostatniego Kalina używa bardzo brzydkiego słowa...)

czwartek, 14 grudnia 2017

miejska

blasty.pl
Zrobiłam sobie próbny test na prawo jazdy. Oblałam. Nie wiedziałam, ile metrów za innym samochodem powinnam się zatrzymać, jeśli utknę w korku w tunelu. Nie wiedziałam też, ile metrów od wiaty na przystanku tramwajowym mogę zaparkować samochód i jaka odległość jest bezpieczna przy wyprzedzaniu rowerzysty. Nie wiedziałam też kilku innych rzeczy.
Piszę to, bo bardzo często mój samochód służy moim krewnym i znajomym jako taksówka miejska.
Żeby potem nie było, że nie ostrzegałam. Jak widać po teście - jeździć nie umiem.

PS. Jak życie pokazuje, nie wiedziałam również, że nie warto wjeżdżać pod ciężarówki.
Teraz mój samochód jest reanimowany w serwisie i przemieszczam się komunikacją miejską. Jeśli w internecie ukażą się filmiki, o tym, jak
 jakaś gwiazda usiłuje skasować bilet w tramwaju, a atakuje biletomat zamiast kasownika, nie śmiejcie się głośno...

wtorek, 12 grudnia 2017

choinkę

Kawiakowie kupili choinkę, nie myśląc o tym, że mieszkają w bloku, a choinka raczej odpowiadała wzrostem nawie katedralnej. Wnieśli ją z trudem po wąskich schodach na swoje ostatnie piętro i obijając po drodze drzwi sąsiadom, wsunęli drzewo do domu.
styl.fm
Niestety, choinka mogła tylko polegiwać u nich w salonie, gdyż jej gabaryty uniemożliwiały spionizowanie onej.
Rozpoczęto szeroko zakrojoną akcję  o roboczym kryptonimie: "Trzeba Odrąbać Dół Choinki, Żeby Była Krótsza".
Narzędzi typu topór, piła mechaniczna czy siekiera u Kawiaków nie uwzględniono w wyposażeniu skrzyneczki z narzędziami, więc usunięcie dolnej części pnia okazało się niemożliwe. Zwłaszcza, że pień choinki o takich gabarytach jest w zasadzie książkowo masywny.
Po kilkukrotnym przełożeniu choinki "na drugi boczek", przeanalizowaniu wszystkich za i przeciw, rozpoczęto kontrofensywę, związaną z obcięciem góry choinki, bo tam pień był zdecydowanie szczuplejszy. Przy użyciu wszystkich ostrych narzędzi, które można było znaleźć w domu (nóż do chleba, tarka do marchwi, pilnik do paznokci, cążki do skórek, pęseta) odcięto nie bez strat górę choinki.
Kawiakowie nie chcieli jednak rezygnować z "większej połowy" drzewka.
Rozumieli również, że o ile tak ogromną choinkę łatwo wnieść, gdy ustawi się ją szerszym końcem w kierunku marszu, o tyle wyniesienie jej jest bardziej kłopotliwe, gdyż ogromne gałęzie stanowią naturalne zastawki, hamujące ruch posuwisty. Odwrócenie choinki przodem do tyłu nie wchodziło w grę, gdyż architekci, projektujący mieszkanie Kawiaków, nie brali pod uwagę, że będzie się tam urządzało konkursy drwali. Kawiakowie po przemyśleniu sprawy zaniechali wynoszenia tego, co z takim wysiłkiem zostało wniesione i wyrzucili z domu przez balkon mniejszą część, czyli tak zwany wierzchołek.
Wsadzili zatem do wiadra z ziemią dolną część choinki, zwłaszcza że odcięty wierzchołek poniósł podczas ekstrakcji znaczne straty w uigleniu.
Powiesili bombki i rozpoczęli oczekiwanie na narodziny Jezuska.

Efekt był następujący:
Na środku salonu w wiadrze stał wielki pień drzewa iglastego, od dołu skąpo ugałęziony. Mniej więcej na wysokości stołu rozpoczynały się gałęzie, które dochodziły do sufitu i obejmowały go dość czule. Automatycznie niewidzący wzrok patrzącego kierował się nad sufit, gdyż długie, masywne gałęzie otulające sufit dawały wrażenie, że dalsza część drzewa została umieszczona w otworze w suficie i zadowala sąsiadów na wyższym piętrze.
Niestety Kawiakowie nie mają sąsiadów na wyższym piętrze, gdyż mieszkają na przerobionym strychu.

Odpowiadam na ewentualne pytania:
1. Tak, sytuacja jest prawdziwa.
2. Tak, i ja tam byłam i widziałam.
3. Nie, Kawiakowie jeszcze nigdy nie mieli ładnej choinki.
4. Tak, wspominamy to z Kawiakami co roku podczas świąt. Jeśli nie macie o czym rozmawiać z rodziną podczas wieczerzy wigilijnej, polecam raz kupić choinkę dwukrotnie dłuższą niż wysokość mieszkania.
5. Nie, to nie jest ich prawdziwe nazwisko. (Magierowie, cieszycie się, że zmieniłam Wam nazwisko?)
;-) 

najlepszą

fakt
- Kalinko, była u mnie ciocia Zosia. Czy ty wiedziałaś, że jej córka jest najlepszą w Polsce dentystką? Pacjenci wprost za nią szaleją. Robi najpiękniejsze plomby na półkuli północnej, a jak leczy jakiś ząb kanałowo, to potrafi się wwiercić bezboleśnie aż do pięty. Zarabia takie pieniądze, że Bill Gates nosi za nią portfel, a nogi ma takie zgrabne, że wzorując się na nich zbudowano kolumnę Zygmunta. No takie sukcesy. I do tego taka piękna. Widzisz, jak jej się powodzi?
- Mamo, ciocia Zosia tak zawsze o wszystkim opowiada. Pamiętasz, że jak miała psa, to był  to najmądrzejszy pies, jakiego kiedykolwiek stworzyła natura?
- No pamiętam. Ale ta córka to naprawdę...
- Mamo, pomyśl! Jak ciocia Zosia ma hemoroidy, to są to na pewno największe hemoroidy w całej Polsce. No powiedz sama: chciałabyś mieć takie hemoroidy?

poniedziałek, 11 grudnia 2017

propozycję

- Mamo, korzenie powinny rosnąć w dół, a liście w górę, prawda?
korzenie-lodz.pl
- W zasadzie tak.
- To dlaczego wszystkie korzenie naszych hiacyntów rosną w górę?
- Też mnie to dziwi.
- Może one długo leżały do góry nogami i teraz im się wszystko w głowie odwróciło?
- A masz jeszcze jakąś inną propozycję?
- Nie.
- W takim razie myślę, że masz rację.
- A jak wymyślę coś lepszego?
- To tez będę myśleć, że masz rację.




Materiał dowodowy:
sama zrobiłąm ;-)

niedziela, 10 grudnia 2017

wciągnąć

Przyjechałam za wcześnie. Czekam pod drzwiami. Nikogo jeszcze nie ma. Wszyscy wiedzą, że w dobrym tonie jest wejść spóźnionym. Rozglądam się uważnie, żeby nikt nie zauważył, że jestem tu nowa. Robię sobie kawę, udając, że umiem obsługiwać ekspres. Ktoś wyjaśnia mi rzeczy, na których się znam, patrząc na mnie z góry. Inny opowiada mi historię, której nie chcę słuchać. Pyta mnie o zdanie i atakuje natychmiast, gdy tylko otwieram usta.
Przyszłam trochę z ciekawości, a trochę jakoś tak wyszło; do tego dołączyło się poczucie obowiązku, tak wypada i trzeba iść między ludzi.
Jestem pełna energii i tryskam humorem. Z tym radzę sobie doskonale.
wikipedia.pl
Zaczynam rozumieć, że rozmowa nie polega na dzieleniu się swoimi przemyśleniami, tylko na przemyślanym dzieleniu rozmówcy na strzępy. Daję się wciągnąć w wojnę na temat roli państwa w budowie infrastruktury miejskiej.
Wszyscy żegnają się czule, umawiając na kolejną imprezkę.
Wracam do domu, siadam w fotelu i żałuję, że prysznic nie sięga aż do salonu. Zmyłabym z siebie poczucie, że znowu zawiodłam.
Tym razem mnie.
Nie pójdę kolejny raz.
Chyba, że poczucie obowiązku, tak wypada i trzeba iść między ludzi.

piątek, 8 grudnia 2017

jakieś

crazyshop
W sklepach mnóstwo ozdób świątecznych, zupełnie jakby zbliżały się jakieś święta...

stara

psychotesty-szczecin.pl
Znajoma powiedziała mi, że stara się być przy sobie.
Zrozumiałam.
Pozazdrościłam.
Też chcę.

Jeszcze tylko miliony lat świetlnych nauki, ćwiczeń, przemyśleń i będzie miodzio.