![]() |
| styl.fm |
Rozpoczęto szeroko zakrojoną akcję o roboczym kryptonimie: "Trzeba Odrąbać Dół Choinki, Żeby Była Krótsza".
Narzędzi typu topór, piła mechaniczna czy siekiera u Kawiaków nie uwzględniono w wyposażeniu skrzyneczki z narzędziami, więc usunięcie dolnej części pnia okazało się niemożliwe. Zwłaszcza, że pień choinki o takich gabarytach jest w zasadzie książkowo masywny.
Po kilkukrotnym przełożeniu choinki "na drugi boczek", przeanalizowaniu wszystkich za i przeciw, rozpoczęto kontrofensywę, związaną z obcięciem góry choinki, bo tam pień był zdecydowanie szczuplejszy. Przy użyciu wszystkich ostrych narzędzi, które można było znaleźć w domu (nóż do chleba, tarka do marchwi, pilnik do paznokci, cążki do skórek, pęseta) odcięto nie bez strat górę choinki.
Kawiakowie nie chcieli jednak rezygnować z "większej połowy" drzewka.
Rozumieli również, że o ile tak ogromną choinkę łatwo wnieść, gdy ustawi się ją szerszym końcem w kierunku marszu, o tyle wyniesienie jej jest bardziej kłopotliwe, gdyż ogromne gałęzie stanowią naturalne zastawki, hamujące ruch posuwisty. Odwrócenie choinki przodem do tyłu nie wchodziło w grę, gdyż architekci, projektujący mieszkanie Kawiaków, nie brali pod uwagę, że będzie się tam urządzało konkursy drwali. Kawiakowie po przemyśleniu sprawy zaniechali wynoszenia tego, co z takim wysiłkiem zostało wniesione i wyrzucili z domu przez balkon mniejszą część, czyli tak zwany wierzchołek.
Wsadzili zatem do wiadra z ziemią dolną część choinki, zwłaszcza że odcięty wierzchołek poniósł podczas ekstrakcji znaczne straty w uigleniu.
Powiesili bombki i rozpoczęli oczekiwanie na narodziny Jezuska.
Efekt był następujący:
Na środku salonu w wiadrze stał wielki pień drzewa iglastego, od dołu skąpo ugałęziony. Mniej więcej na wysokości stołu rozpoczynały się gałęzie, które dochodziły do sufitu i obejmowały go dość czule. Automatycznie niewidzący wzrok patrzącego kierował się nad sufit, gdyż długie, masywne gałęzie otulające sufit dawały wrażenie, że dalsza część drzewa została umieszczona w otworze w suficie i zadowala sąsiadów na wyższym piętrze.
Niestety Kawiakowie nie mają sąsiadów na wyższym piętrze, gdyż mieszkają na przerobionym strychu.
Odpowiadam na ewentualne pytania:
1. Tak, sytuacja jest prawdziwa.
2. Tak, i ja tam byłam i widziałam.
3. Nie, Kawiakowie jeszcze nigdy nie mieli ładnej choinki.
4. Tak, wspominamy to z Kawiakami co roku podczas świąt. Jeśli nie macie o czym rozmawiać z rodziną podczas wieczerzy wigilijnej, polecam raz kupić choinkę dwukrotnie dłuższą niż wysokość mieszkania.
5. Nie, to nie jest ich prawdziwe nazwisko. (Magierowie, cieszycie się, że zmieniłam Wam nazwisko?)
;-)

Jakoś po tym wszystkim nie mogę przestać myśleć o udręce i torturach, jakie przeszło owo drzewko :(
OdpowiedzUsuńPozostanę więc przy swojej wersji choinki 2D, gdyż w tym roku nadal uznaliśmy, że hektary powierzchni naszego nowego lokum nadal SĄ ZA MAŁE na wstawianie choinki, a koty zbyt ochocze. Poprzedni właściciele nie mieli takich obiekcji i postępowali ekologicznie w związku z czym ogród nasz przypomina bór - jesienią zbieram w nim grzyby włócząc się w piżamie z kubkiem kawy :)
Hahaha, popłakałam się. Nie nie, nie będę mieć choinki, podobnie jak we wszystkich dojrzałych latach życia. A Ci Twoi znajomi, to takie bezmyślne stworzenia, czy tylko ten jeden raz jakaś pomroczność ich dopadła? Ludzie jednak to niszczycielska siła, bez względu na efekty.
OdpowiedzUsuńNormalni są. Nawet bardzo. Humaniści. :-)
UsuńTo jest dla nich nadzieja :P
UsuńNo tak - humaniści i wszystko jasne ;) Nudne i pragmatyczne umysły ściśnięte kupują choinkę znając nie tylko jej zakładaną wysokość i średnicę najszerszego okółka gałęzi, ale także fi (nie umiem wstawić przekreślonego kółka w komentarzu) pnia - żeby wszedł w stojaczek :D
UsuńHumaniści to wisienka na torcie współczesności. Bez nich życie byłoby nudne ;-)
UsuńOjej, idę sobie. Kisses
UsuńZdecydowanie Kalinko! A najfajniejsi są filozofowie! 10 lat pracowałam w takim zespole filozoficzno-przyrodniczym i zawsze było... zaskakująco ;)
UsuńBo jeśli można coś intelektualnie skomplikować, to po co upraszczać? 😉
UsuńOh - cudnie napisałyście o humanistach, też tak myślę. Mam filozofa w zanadrzu, syn kończy w przyszłym roku na UW i dlatego też kocham go podwójnie. :)
UsuńMoim zdaniem najwyższy czas, żeby światem rządzili humaniści. Ekonomiści mieli swoje 5 minut i wszystko sknocili. Teraz kolej na humanizm!
UsuńEeee... no... odważnie. Bardzo odważnie ;)
UsuńEkonomiści doprowadzili do bankructwa całych krajów, kryzysu gospodarczego, rozwarstwienia społeczeństw i kryzysu bankowości. Humanisci nawet jak się bardzo zmobilizuja mogą najwyżej doprowadzić do rewolucji językowej. 😉
UsuńNo w sumie. Czyli mielibyśmy totalnie wolny rynek za to poprawny językowo - jestem za! :)
UsuńNo i humaniści umieją ze sobą rozmawiać. A to w dzisiejszych czasach wśród elit rządzacych cecha endemiczna!!
UsuńHumaniści są ważni - ostatnie lata na siłę reklamuje się politechniki i kierunki inżynierskie, a tytuł inżyniera nie daje wcale gwarancji pracy, tak jak to się powszechnie uważa, no może poza informatykami - ci nadal mają wzięcie. Jak znajdę artykuł, który przesłał mi syn jakiś czas temu o równowadze między umysłami ścisłymi i humanistycznymi, to wam tu zapodam. Z humanistami rozmowa jest zupełnie innego kalibru niż z inżynierem. Pamiętam jak za studenckich czasów pewien kolega z politechniki z wydziału okrętowego przyszedł na imprezę do mojej koleżanki. Chłopak był w szoku, bo nasza humanistyczna impreza wyglądała zupełnie inaczej niż ich politechniczna. Bo humaniści nawet jak się napiją, to z klasą. :)
UsuńWspaniala ta historia :))))
OdpowiedzUsuńDowodzi niezbicie, ze kiedy w róznych niewiarygodnych i absurdalnych sytuacjach wykrzykujemy ze zdumieniem "No ale JAK?!! Jak mozna...(i tu wstaw dowolne)" to jak najbardziej mozna. Trzeba tylko chciec :D
I jestem bardzo ciekawa, jakiez jeszcze inne kryja sie w punkcie nr.3, w odpowiedziach ;P
Kiedyś kupili okazyjnie choinkę, która od razu była "w siatce". Pan sprzedawca zapewniał, że jest śliczna. Wyobraźnia ludzka nie zna granic, ale to, co reprezentowała sobą ta choinka, jest dalekie od tego, co można sobie wyobrazić ;-)
UsuńTrzeba było ją zostawić w siatce, to pewnie nadal byłaby piękna.
UsuńO, właśnie. Chcieli poprawić to, co było całkiem dobre w siatce. I jak oryginalnie!
UsuńKawiaki już tak majo, trawestując tytuł pewnego filmu - wszyscy jesteśmy Kawiakami. No, od czasu do czasu.;-)
OdpowiedzUsuńNiektórzy częściej. Na przykład ja... 😉
UsuńJak dobrze, ze nie planuje miec choinki:)) Znaczy, ja ja mam, mieszka na stale w garazu, w pudle. Jest sztuczna, ma chyba z poltora metra wzrostu, bo za czasow swietnosci zajmowala miejsce na stoliku. Jest nawet czesciowo ubrana, znaczy ma lampki na stale i jakies tam ozdobki typu szyszki i jagody gdzieniegdzie. Reszte nalezy sobie dowiesic wedle uznania i potrzeb, ale Wspanialy i Junior od samego poczatku twierdzili, ze nic wiecej choince nie trzeba, bo to co ma jest gustowne;)) no i wystarczalo. Do czasu jak kilka lat temu Wspanialy z Juniorem uznali, ze caly ten cyrk z przynoszeniem choinki z garazu, wyjmowaniem z pudla i ustawianiem na stoliku oraz wtykniecie wtyczki w gniazdko to stanowczo za duzo roboty. No jak bym sie zgodzila miec te choinke lezaca w pudle gdzies w kacie sralonu, lub inszej lazience to moze i nawet daliby sie na to namowic. Ale tyyyyleeee sie narobic tylko po to zeby kilka swiatelek zamigotalo???
OdpowiedzUsuńNo i tak od kilku juz lat choinka mieszka w garazu na stale, mam nadzieje, ze nie ma pretensji do nikogo i jej dobrze, chociaz moze wypadaloby ja przelozyc na drugi bok...
To jeszcze nic! Spocić się można na samą myśl, że trzeba ją będzie potem do tego garażu z powrotem zanieść i włożyć w pudło. Najpewniej będziesz się upierała, żeby zrobić to najdalej końcem kwietnia. Uff! Doskonale ich rozumiem ;)
UsuńW kwietniu to już nie warto wynosić, tylko powiesić wydmuszki i będzie drzewko wielkanocne...
UsuńNa moje szczescie Wspanialy ma urodziny 13 lutego i choinki sie sam pozbywal na te okazje:)))
UsuńAle to nie zmienia faktu, ze od bodajze 4 lat juz nie mamy choinki i jakos zyjemy. Przyznam, ze ja tez jestem za leniwa na ten choinkowy cyrk;)
Masz racje Kalino:) Janiola mozna dupa odwrocic albo zdjac i na jego miejsce kure z kurczetami zawiesic:)))
UsuńA jak igły się odpowiednio przytmie to można z tego bazie wyrzeźbić!
UsuńRozumiem Kawiaków i ich marzenia o wzorcowej choince.
OdpowiedzUsuńChoinka od podłogi do sufitu od lat gości w naszym domu. Pieczołowicie wybrana, fachowo osadzona w stojaku, zabezpieczona przed wywróceniem się i inwazją kotów lśni i pachnie w salonie do końca karnawału(wyjaśniam- mąż jest inżynierem). Kiedyś mąż cały dzień chodził po lesie, aby wybrać najlepszą (choć i tak nie była taka, jak u cioci Zosi). Wrócił o zmierzchu, taszcząc drzewka o wysokości właściwej, ale średnicy ciut przydużej- a wtedy jeszcze mieszkaliśmy w bloku, na szczęście na parterze. Chcieliśmy obciąć dolne gałęzie, ale straciłaby wygląd. Zostawiliśmy. Zasłaniała szafę i jeszcze dwa moduły segmentu, telewizję oglądaliśmy przez firankę świerkowych gałązek, ozdób wystarczyło na mniej niż połowę gałęzi ale i tak było cudnie.
Choinka musi być i już.
Jak się zabezpieccza choinkę przed inwazją kotów? U mnie co prawda ani kotów, ani choinki, ale bardzo mnie zaintrygowałaś... Wyobraźnia mi podsuwa dwumetrowy płot, folię bąbelkową, drut kolczasty - ale ta resztka mózgu, której jezcze udało się zachować odrobinkę rozumu, mówi mi, żem na fałszywym tropie raczej...
UsuńTrzeba powiesić plakietkę: kotom wstęp wzbroniony.
UsuńZielony, cienki ale wytrzymały sznurek mocujący choinkę np. do kaloryfera - podobnie jak maszt w namiocie. I dużo wody w stojaku, codziennie dolewanej, bo moje koty przepadają za taką żywiczną nalewką (namoczką?) i wolą ją od bombek.
UsuńPlakietki nie skutkują. Te bambaryły je lekceważą, bo na pewno umieją czytać.
A czy jest coś, czego koty nie lekceważą? Mam wrażenie, że ona składają się wyłącznie z futra i z lekceważącego podejścia do wszystkiego 😉
UsuńAaaa, aha. Wiedzialam, ze podazam zla sciezka! Po prostu wystarczy sznurek oraz maly, sprytny manewr odwracajacy uwage drapiezników od swiecidelek :)
UsuńTak, tak Psie. Odwrócić uwagę kota - to już brzmi jak fragment powieści fantasy 😉
Usuńu nas były dwie choinkowe historie. Pierwsza taka, że mąż mój jak jeszcze mnie nie znał zakupił żywą choinkę i zapragnął mieć na święta w domu w donicy. Nie przewidział, że będzie ona ważyła tonę więc ledwie dociągnął ją z parkingu do chałupy. Po świętach uznał, że przepuklina mu wyjdzie jak ją znów wyniesie więc zatargał ją na balkon i tam zostawił. Stała tam ... hm chyba ze 2 lata po czym wyjechał za granicę a mieszkanie wynajął koledze. Kolega chodził na balkon palić i choinka mu przeszkadzała a że też mu się nie chciało z nią szarpać zrzucił ją wprawdzie bez donicy ale z 7 piętra.
OdpowiedzUsuńNa szczęście mąż po powrocie zza granicy wszystkim powiedział, że wynajął mieszkanie osobie niezrównoważonej psychicznie o czym nie wiedział rzekomo.
Historia numer 2. Moja siostra 3 lata temu zapragnęła również żywej choinki ale spieszyła się przeogromnie jak to ona zwykle i kupowała ją na ostatni moment zdaje się dzień przed wigilią jak już wybór był nieciekawy. Spieszyła się tak, że jak pan zapytał pod sklepem bodajże OBI czy rozpakować (w sensie z tej siatki) ona rzekła, że nie bo się spieszy i wygodniej będzie brać spakowaną. No i rozpakowała ją w domu i wszyscy ujrzeli, że choinka ma z 1,20 wysokości czyli super idealnie ale ma tylko gałęzie na czubku i kilka na samym dole a środek centralnie z jakieś 70 cm nie miał ani jednej gałęzi tylko goły pień.
Teraz już każe sobie zawsze rozpakować ....
Ale macie super historie choinkowe. Mi nic takiego się nie przytrafiło. Może dlatego, że mój były mąż był inżynierem? ;)
UsuńInżynier inżynierowi nierówny. Inaczej wygląda choinka informatyka, a inaczej specjalisty od mostów 😉
UsuńKalina !!! mój Szwagier jest specjalistą od dróg i mostów wysoko specjalizowanym i patrz ... łydą choinkę pozwolił żonie kupić :D
UsuńVenus to są historie ku przestrodze. Dlatego ja jestem najmądrzejsza z całej rodziny i co roku mam hand made choinkę. Raz miałam kojec zwierzaków udekorowany lampkami choinkowymi i bombkami, potem jednego roku miałam choinkę zrobioną z książek z biblioteczki, potem miałam mini tuję wielkości 30 cm w doniczce a w tym roku zamierzam zrobić choinkę z jakichś odpadów chyba z rolek po papierze toaletowym będzie ha ha ha
UsuńChoinkę z książek w zeszłym roku zrobiła koleżanka córki, widziałam na zdjęciu - piękna. Ale wiesz - dałaś mi do myślenia - bo ja "ekologiczna" bardzo jestem też coś takiego wymyślę. I się tutaj pochwalę. :)
Usuńmyśl, myśl :) ja nie jestem eko ale za to jestem leń a poza tym całe święta przeważnie jestem poza domem więc po co mi drzewo w salonie ??? wolę zrobić choinkę w ramach jakiejś małej dekoracji i tyle. Nikt nie powie, że nie mam bo mam :D
UsuńA jaka sliczna ta choinka na zdjeciu. Wyglada jak moj kwiatek, ktory notabene sluzyl mi za choinke ( tylko lampki wieszalam) przez ostatnich kilka lat. Niestety zszedl. W tym roku powiesze sobie taka zapachowa, jak do samochodu :)))
OdpowiedzUsuńMożna kupić olejek sosnowy, skropić poduszkę i mieć wrażenie, że choinka jest, tylko na chwilę wyszła 😉
Usuń