Tyle rzeczy w głowie, tyle myśli...
Nie mam spokojnych snów - resztki myśli kręcą się godzinami gdzieś między synapsami.
Jestem niewypoczęta - myślę, że takie określenie najlepiej oddaje mój stan zawieszony pomiędzy relaksem a zmęczeniem.
Czuję, jak zmniejszyła się moja odporność na stresy. Łatwo się niepokoję i zużywam energię na powstrzymywanie się od burzliwych reakcji.
Skończyłam pierwszy tom "W poszukiwaniu straconego czasu". Postanowiłam przeczytać drugi. Tak bardzo pisarstwo Prousta kojarzy mi się z malarstwem niderlandzkim, że czytając go mam wrażenie przebywania w muzeum. Oglądałam ostatnio obrazy Vermeera - to inna epoka niż Proust, inna kultura, inny świat, a jednak ten sam geniusz detalu.
W niewypoczetosci niemaly udzial ma psyche, brak optymizmu, przygaszenie, strach o jutro, nizsze pensje, wyzsze ceny i program czarnka. Co tu duzo mowic, czym sie cieszyc, skad brac sily i energie do dzialania?
OdpowiedzUsuńMoże to jest czas, w którym warto przejść na tryb awaryjny? Dbać o siebie i swoich bliskich i szukać małych radości?...
Usuńja bardzo staram się opanować wściekłość... wracam do praktyki jogi i będę sie starała medytować, bo inaczej zwariuje.
OdpowiedzUsuńCzytam, czytam, czytam... Teraz Tessona "W syberyjskich lasach" - piękna książka. Koi.
UsuńPrzyłam do Ciebie złapać oddech...
OdpowiedzUsuń