Moje studia podyplomowe w trybie zdalnym traktuję poważnie i staram się wyciągnąć z nich co się da. Ale czasami się nie da...
Po trzecim "lubiem", po dziesiątym "lubieją" i po piątym "przełanczam" musiałam przestać. Przełanczyłam się na książkę o pszczołach. Z sukcesem.
A nie byli to przczoly?
OdpowiedzUsuńPrzepraszam. To byli przczoły :-)
Usuńwszędzie są zdalni inaczej, rence opadajo, walczę o polski w mowie całe życie, nawet z polonistkami...a co dopiero...ale że lubieja??? ja bym nie wytrzymała.
OdpowiedzUsuńDo tego mnóstwo waty słownej i wtrąceń "jakby", "dokładnie". Rozumiem, że wykładowca obcokrajowiec może mówić po polsku z błędami (chociaż tacy często mówią piękną polszczyzną, choć mają trudności z gramatyką), ale Polak?
UsuńNowomowa korpo i nowomowa pozarządówek jest tu też nie bez winy. Bębnię o tym od lat. Taki wykładowca powinien być odsunięty od studentów, sorry Kalino ale to też świadczy o poziomie...
Usuńdobrze,że nie " pół litry"..bo to też nagminne
OdpowiedzUsuńalbo półtorej litra - to przy większych okazjach :-)
Usuńtak;)))
Usuńwspółczuję.
OdpowiedzUsuń