Kalina wychodzi z gabinetu lekarskiego, przepuszczając w drzwiach mamę. Mama zawsze staje tuż za drzwiami, obojętnie co to za drzwi: do windy, obrotowe drzwi w urzędzie, drzwi w tramwaju. Mama wychodzi i staje. W końcu wyszła, to się zatrzymuje. Zawsze Kalina na nią wpada, gdy idzie za mamą. I tyle razy już wpadła na mamę i nadal się nie nauczyła, że mama i tak się zatrzymuje.
Kalina przestała mówić mamie, że ma się nie zatrzymywać. Jak mama się może czegoś nauczyć, skoro Kalina nie może? ;-)
Mama lepiej czuje się w sklepach, gdy pcha przed sobą wózek. Wózek dodaje jej stabilności. Niestety wózek w rękach mamy jest narzędziem zbrodni. Zbrodni na obuwiu Kaliny. Gdy mama z Kaliną są razem w sklepie i Kalina ogląda jakiś towar, mama zawsze podchodzi do Kaliny, żeby też obejrzeć. A wtedy okazuje się, że znajdujący się przed mamą wózek sklepowy wjeżdża w Kalinę. A zwłaszcza w jej buty.
- Mamo, idź, proszę pierwsza, bo co chwilę wjeżdżasz mi w buty.
- Ależ ja ci w nic nie wjeżdżam - odpowiada mama, wbijając wózkowe kółko w kostkę Kaliny.
A życie toczy się dalej, bez względu na to, czy buty Kaliny są całe poobijane, czy też nie. Bo życie po to jest, żeby się toczyć. Jak kółka od wózka w sklepie