- ... i gdy usiłowała wydeklamować siedem grzechów głównych, zaczęła w charakterystyczny sposób spoglądać w sufit i nagle powiedziała tym swoim słodkim, ośmioletnim głosikiem: umiarkowanie w jedzeniu i piciu.- Nie widzę w tym nic śmiesznego. Zawsze uważałam, że umiarkowanie w jedzeniu i piciu jest czymś niestosownym i jak najbardziej zaliczam to do grzechów.
- Idźmy dalej: wstawanie od stołu z uczuciem, że jeszcze można coś w siebie wcisnąć jest grzechem śmiertelnym!
Niestety, jestem jeszcze bardziej radykalny w poglądach. Uważam, że prześladowanie ludzi pojęciem grzechu jest grzechem największym. Większym od umiarkowania i czystości razem wziętych. A tu jeszcze ośmiolatki... Święty Jacku z pierogami!
OdpowiedzUsuńJeśli chodzi o pierogi, to ze śmietaną wolę, bez świętego Jacka ;-)
UsuńUmiarkowanie w jedzeniu jest grzechem ciężkim! Na mojej wiosze jest takie powiedzenie: lepiej żołądek popsować niż dary Boże zmarnować. No skądś się ta mądrość ludowa wzięła :D
OdpowiedzUsuńWłaśnie się zastanawiam, jakie produkty potrafię pochłonąć w ilości absolutnie nieumiarkowanej... Chyba makaron i owoce. Najchętniej osobno ;-)
UsuńTo mój mąż świętym zostanie:)
OdpowiedzUsuńW pradawnych czasach większość świętych wybierała drogę ascezy. Teraz czasy się zmieniają i należy wybrać poświęcenie bardziej... gastronomiczne :-)
Usuń