Kalina bardzo nie lubi zwrotu "dla przykładu".
W zdaniu "Dla przykładu w Polsce panuje klimat paskudny" Kalina natychmiast przeredagowałaby co się da i napisała: "Na przykład w Polsce panuje klimat paskudny".
Wszystkie "dla przykładu" gryzą Kalinę w wątrobę.
A teraz czyta Kalina niezwykle ciekawą książkę o genetyce człowieka. Świetnie napisaną. Z odniesieniem do konkretnych badań. Niestety wszędzie zamiast "na przykład" tłumacz wcisnął "dla przykładu" i wątroba Kaliny źle to znosi.
Dla przykładu to Kalina może uczniom pokazywać, jak pakuje swoje śniadanie, żeby mieli wzór do naśladowania. Ale co robi Kalina na przykład, to już inna sprawa...
O, mozna jeszcze ranic uszy i watroby zwrotem "na ten przyklad" albo "dla naprzykladu".
OdpowiedzUsuńTo ostatnie (nawet nie zacytuję) boli najbardziej
Usuńbo język tutejszy dość trudny jest dla współplemieńców...oraz geografia))))) czytanie mapy to czysta abstrakcja.
OdpowiedzUsuńWspółczesne dzieci chowają się z samochodowym GPS-em, nie z mapą. Dla nich to, ze północ jest przeważnie na górze mapy, jest zaskoczeniem
Usuńmasz rację, w pełni Cię popieram.
OdpowiedzUsuńBrrr :-)
UsuńTo przyklad kalki jezykowej czyli doslowne tlumaczenie obcego wyrazu. Mnie 'watroba' tez boli i nie tylko watroba gdy slysze: "Zrobic komus dzien" od ang. "made my day". Tych kalek jest wiele w naszej mowie.
OdpowiedzUsuńTwój wpis, Kalino, uświadomił mi, że najwyraźniej jestem "Grammar Nazi", bo sporo jest takich rzeczy, które sprawiają, że powoli, powolutku otwiera mi się scyzoryk w kieszeni ;) W ogóle drażni mnie używanie słów niezgodnie z ich przeznaczeniem, mylenie "bynajmniej" z "przynajmniej", nazywanie prysznica "kąpielą", przesadne zdrobnienia... Ach, no i nazywanie swoich - wypalających oczy - ortografów niewinnymi "literówkami".
OdpowiedzUsuń