Kalina ogląda zeszyt, ale nie pamięta. Nie umie.
- Daj mi jeden dzień, to sobie to przypomnę i ci wytłumaczę - proponuje Kalina, która w liceum i na studiach uwielbiała chemię.
- Szkoda czasu - odpowiada córka, spełzając z łóżka. - Mam z chemii dobre oceny, jedna jedynka najwyżej obniży mi średnią, a wolę ten czas wykorzystać na matmę. Myślałam, że to się da ogarnąć w pięć minut.
Wyszła.
A Kalina siedzi nadal, patrząc w okno.
Gdy Kalina była młoda, nie umiała ekonomicznie gospodarować czasem i uczyła się głupot. Teraz jest inaczej. Młodzież wie. Przynajmniej młodzież, która co wieczór uwala się na łóżku obok Kaliny. Z chemią lub bez chemii. Ale zawsze z "chemią".
)))) chemie lubiłam, choć byłam cienka jak barszcz postny )))
OdpowiedzUsuńDo wczoraj myślałam, że jestem dobra z chemii. Pytanie dotyczyło reakcji red-oks. Nie pamiętam nic. ;-)
UsuńWazne, ze chemia dziala miedzy wami.
OdpowiedzUsuńO tę chemię miedzy nami dbam codziennie. Czuję, że to głównie moja rola. Na razie - sukcesy :-)
Usuńszybka kalkulacja i proszę ... faktycznie my za ich czasów tak żeśmy ogarnięci nie byli :)
OdpowiedzUsuńJa uczyłam się nawet historii w klasie biol-chem... A i tak nie umiem ;-)
UsuńW moim przypadku chemia trochę mi się przydaje, ale taka prosta, co z czym zmieszać i takie tam. Nie rozpisuję tego na wzory, bo nie tworzę podnad czasowych formułek na wykonanie farbek. Córkę masz świetną i wiedzącą, analityczna głowa się przydaje w tych czasach. Piękna umiejętność.
OdpowiedzUsuńChemia szkolna a chemia przydatna to dwie różne rzeczy. A szkoda...
Usuńto prawda, ale na moich dorosłuch studiach, chemia była przydatna, przynajmniej dla mnie :P
UsuńPrzypominam sobie, jak jeden z profesorów poinformował mnie, że nie musi wpisywać mi do indeksu 3,5. Zapytałem, czy to pozytywna ocena i po potwierdzeniu poprosiłem o wpis. Z innych przedmiotów miałem zdecydowanie poważniejsze dylematy. Gratuluję córce rozsądku.
OdpowiedzUsuńZ niektórych egzaminów 3,5 to był szczyt marzeń. I przypomniałeś mi te zapisy w indeksie: 4,0 albo 3,5 :-)
UsuńAle mi się ciepło na sercu zrobiło po przeczytaniu końcówki tego wpisu :)
OdpowiedzUsuńNo i przypomniały mi się szkolne czasy, też przychodziłam po pomoc do mamy, jednak zamiast chemii była matematyka, za którą nigdy żadna z nas nie przepadała. I nawet jeśli czuła się jak Kalina, nie znała odpowiedzi od razu, to jednak siedziała nad zadaniem aż rozwiązała :) Takie mamy to skarb!
Powtarzam się, wiem, ale mam świadomość, że szczęście moich dzieci zależy ode mnie. Od mojego do nich nastawienia, od mojej akceptacji tego co robią, od moich reakcji na ich łzy. Czuję się za to odpowiedzialna. Kochająca mama to szczęśliwe i kochające siebie i mamę dzieci.
UsuńI zastanawiałam się wczoraj, czy nie powinnam jednak siedzieć i rozkminiać chemię, ale uznałam, że chcę uszanować jej decyzję. Ma prawo olać. Powinna wiedzieć, że jeśli uzna, że jedynka jej nie zabije, to może ją mieć. Starsza córka tego nie umie - walczy o wysoką średnią, o nagrody naukowe, chociaż pracuje ponad siły. Uważa, że to jej wada.
Tak, tak - tu z aprobatą kiwam potakująco głową. Ja bym to rozszerzyła na resztę członków rodziny, nie tylko mamę. Tak sobie nieraz myślę, że świat byłby znacznie piękniejszy, gdyby każde dziecko dorastało w kochającej i zdrowo funkcjonującej rodzinie. Mam nieodparte wrażenie, że u podłoża zła najzwyczajniej leży brak miłości w domu rodzinnym.
UsuńNigdy się nie przyzwyczaiłam do jedynek, pewnie dlatego, że bardzo rzadko je miałam. Jeśli już się jakaś trafiła (w liceum z niezapowiedzianych sprawdzianów), była dla mnie koszmarem i porażką - nigdy celowo bym się na nią nie narażała. W tym przypadku bliższe jest mi więc postępowanie Twojej starszej córki.
Waleczność, upór, konsekwencja są w moich oczach wyłącznie zaletami. Dzięki nim można wiele osiągnąć, nawet jeśli nie jest się orłem z pewnych przedmiotów. Poza tym nauczyciele z reguły bardzo je doceniają. Zanim wyjechałam do Irlandii, byłam nauczycielką-praktykantką, i tacy uczniowie zawsze byli u mnie na wygranej pozycji. Dopóki nie okazywali obojętności i lekceważącej postawy, nie mieli czego się obawiać.