Gdy napisała mi rano, że jest źle, natychmiast ustaliłyśmy termin spaceru. Dziś. Za kilka godzin. Bez względu na pogodę.
Zmokłyśmy potwornie. Mokre buty, mokre spodnie, przemoczone kurtki, przyklejone do włosów czapki. Łaziłyśmy nawet nie wiem którędy, ale było cudnie.
Ustaliłyśmy, że jeśli obie będziemy po tym spacerze chore, przeprowadzę się do niej i będziemy leżeć w jednym pokoju. Znamy się od zawsze, umiemy milczeć obok siebie i czytać w jednym pomieszczeniu, więc byłoby idealnie. Wyściskałyśmy się na pożegnanie zadowolone i szczęśliwe.
Nie wiem, czy już się pakować, czy jednak wyjdę z tego bez zapalenia pęcherza ;-)
to jest wielkie szczęście i można nawet poświęcić swój własny pęcherz ;-)
OdpowiedzUsuńA nawet cudzy też :-)
Usuńmiło mieć kogoś do milczenia. to niełatwe do osiągnięcia. gratuluję.
OdpowiedzUsuńJak łyse konie - podobno tak się mówi o takiej znajomości :-)
UsuńTeż bym mokła, rozumiem doskonale :*
OdpowiedzUsuńCzasem człowiek płacze w środku razem z pogodą na zewnątrz...
Usuń