wtorek, 31 sierpnia 2021

nad

- Starsza córko, gdy byłaś mała dziewczynką, zastanawiałam się, czy poradzę sobie z rozmawianiem z Tobą o wszystkim. O byciu matką, o seksie, o antykoncepcji, o relacjach, o chorobach w naszej rodzinie, o narkotykach, miesiączkach... Teraz wiem, że nie jest tak źle, jak przewidywałam.
- Trudno, żebyś nie umiała ze mną rozmawiać, skoro mamy ze sobą taki bliski kontakt - odpowiedziała starsza córka, a ja uniosłam się nad ziemię i wcale nie chcę na nią opadać. 

6 komentarzy:

  1. To takie trudne, zwlaszcza, kiedy sie samemu nie mialo rodzicow do rozmow, a co za tym idzie, zadnych doswiadczen na tej niwie. No i moja najstarsza dobiega 40-stki, wiec te nasze rozmowy mialy miejsce tak ze 25 lat temu, wtedy tez bylo inaczej niz jest dzisiaj. Teraz rozmawia nam sie calkiem latwo, kiedy wszystkie sa dorosle, ale wtedy...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Teraz też nie jest to takie oczywiste. Tematy związane z układem rozrodczym i dorastaniem omawiam z uczniami czternastoletnimi. Niektórzy, zwłaszcza chłopcy, po raz pierwszy mają wtedy sposobność porozmawiania z kimś dorosłym o sprawach związanych z własnym dojrzewaniem - rodzice nadal unikają tematu.

      Usuń
  2. już ci wielokrotnie gratulowałam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Różne rzeczy w życiu sknociłam, bycie mamą na początku też szło mi koszmarnie, ale udało mi się pozbierać i wyjść na prostą chociaż w tej jednej kwestii. No i trafiły mi się dwa bardzo udane egzemplarze - tolerancyjne i wyrozumiałe dla moich błędów :-)

      Usuń
  3. O byciu matką moja nie musiała jakoś nigdy do takiej sytuacji nie doszło. O seksie też żeśmy nie rozmawiały jednak chyba jestem z pokolenia które się krępuje i krępowało gadać o tym z mamą. To znaczy pożartować o seksie możemy w ramach ogólnej rozmowy ale żebym ją miała konkretnie o coś pytać albo ona mnie to nigdy i nawet nie chce. O antykoncepcji coś tam było głównie o tabletkach rozmawiałyśmy które jadłam mając dwadzieściakilka lat. O relacjach gadamy cały czas, o chorobach w naszej rodzinie niestety też i to od czasów mojego dzieciństwa biorąc pod uwagę, że miałam nieuleczalnie chorego ojca. O narkotykach nie było potrzeby zupełnie mnie to nie interesowało. Nawet nigdy nie paliłam skręta. A o miesiączkach wiadomo, że tak tu nie miałam problemu pytać czy moja mama też tego tak nienawidzi jak ja i czekała na menopauzę jak na zbawienie. Ja niestety od początku uważałam miesiączki za coś ochydnego i niesprawiedliwego. Początki kiedy nie było jak teraz podpasek i używało się waty i ligniny chciałabym wyprzeć z pamięci ale jest ciężko. Generalnie jest to coś co mnie w kobiecości obrzydza do teraz nawet po tylu latach. Nienawidzę tego zapachu, bólu i świadomości, że jeszcze ok. 10 lat się muszę z tym męczyć.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadzam się - kobieca fizjologia daleka jest od ideału... A gdy patrzę na to z ewolucyjnego punktu widzenia, nie mogę zrozumieć, jak ewolucja utrzymała przy życiu coś tak obniżającego szanse na przeżycie, jak cykl hormonalny u kobiet...

      Usuń

Miejsce na "myśli nieuczesane":