Oj tak - jakie to jest męczące i denerwujące! Niestety nie zrozumieją ci, co nie cenią sobie ciszy i nie potrzebują jej do wypoczynku.
Ja mam takich głośnych sąsiadów na co dzień - mieszkam na osiedlu, gdzie praktycznie nie ma prywatności, bo wokół same jednorodzinne domki. Najgorsze jest to, że ta głośna rodzina to właśnie Polacy - kobieta jest przemiła, kiedy się z nią rozmawia, ale w swoim domu już chyba taka nie jest, bo nieraz słyszałam jak się potwornie wydziera na dzieci, chwilę później zaś ich... pisk i płacz, co mogłoby sugerować przemoc :(
Są też sąsiedzi imprezowicze, którzy czasami urządzają sobie ogródkowe party do drugiej nad ranem, mimo że to dzień powszedni, a normalni ludzie (ich sąsiedzi) idą rano do pracy i chcieliby się wyspać.
To mi się ulało! :) Potrzebowałam się wygadać, no i padło na Twój podatny grunt ;)
Sprawa w sądzie przeciwko właścicielom mieszkania zakończyła u nas niemal codzienne nocne imprezy organizowane przez dwóch studentów. Tylko składaliśmy zeznania, nie musielliśmy stawiać się w sądzie, bo wcześniej kilka razy przyjeżdżała tam policja i to policja przedstawiała dowody. Bardzo mnie to stresowało, ale późniejszy spokój i spanie w nocy były tego warte.
Mialam takich sasiadow. Czworo malych dzieci w wieku 2-8 lat, ktore jak wiadomo glosno sie bawia, ale najgorsi byli ich ojciec i dosc czesto pilnujacy dzieciakow dziadek. Ci nigdy nie mowili normalnie, ale wrzeszczeli i na dzieci, i na siebie. Wlasciwie kazda rozmowa ojca z synem bardziej przypominala klotnie niz zwykla konwersacje, a ze prowadzili bogate zycie zewnetrzne, niczego nie dalo sie ukryc. Ponadto tatus dzieci nie potrafil przebywac na zewnatrz bez nap...lania glosna muzyka i notorycznie zatruwal sasiedztwo smrodem palonego na grillu miesa. Wytrzymalismy tam rok, potem ucieklismy.
Obserwowalam takie rozwrzeszczane towarzystwo na plaży.Rzeczywiscie - rodzice bardziej glośni niż dzieci.Moze już sam fakt "mania" większej ilości dzieci jest tak frustrujący?
włoski temperament ;)
OdpowiedzUsuńRaczej kwartet choleryków 🙃
UsuńOj tak - jakie to jest męczące i denerwujące! Niestety nie zrozumieją ci, co nie cenią sobie ciszy i nie potrzebują jej do wypoczynku.
OdpowiedzUsuńJa mam takich głośnych sąsiadów na co dzień - mieszkam na osiedlu, gdzie praktycznie nie ma prywatności, bo wokół same jednorodzinne domki. Najgorsze jest to, że ta głośna rodzina to właśnie Polacy - kobieta jest przemiła, kiedy się z nią rozmawia, ale w swoim domu już chyba taka nie jest, bo nieraz słyszałam jak się potwornie wydziera na dzieci, chwilę później zaś ich... pisk i płacz, co mogłoby sugerować przemoc :(
Są też sąsiedzi imprezowicze, którzy czasami urządzają sobie ogródkowe party do drugiej nad ranem, mimo że to dzień powszedni, a normalni ludzie (ich sąsiedzi) idą rano do pracy i chcieliby się wyspać.
To mi się ulało! :) Potrzebowałam się wygadać, no i padło na Twój podatny grunt ;)
Sprawa w sądzie przeciwko właścicielom mieszkania zakończyła u nas niemal codzienne nocne imprezy organizowane przez dwóch studentów. Tylko składaliśmy zeznania, nie musielliśmy stawiać się w sądzie, bo wcześniej kilka razy przyjeżdżała tam policja i to policja przedstawiała dowody. Bardzo mnie to stresowało, ale późniejszy spokój i spanie w nocy były tego warte.
UsuńMialam takich sasiadow. Czworo malych dzieci w wieku 2-8 lat, ktore jak wiadomo glosno sie bawia, ale najgorsi byli ich ojciec i dosc czesto pilnujacy dzieciakow dziadek. Ci nigdy nie mowili normalnie, ale wrzeszczeli i na dzieci, i na siebie. Wlasciwie kazda rozmowa ojca z synem bardziej przypominala klotnie niz zwykla konwersacje, a ze prowadzili bogate zycie zewnetrzne, niczego nie dalo sie ukryc. Ponadto tatus dzieci nie potrafil przebywac na zewnatrz bez nap...lania glosna muzyka i notorycznie zatruwal sasiedztwo smrodem palonego na grillu miesa. Wytrzymalismy tam rok, potem ucieklismy.
OdpowiedzUsuńOj, rodzice są gorsi niż dzieci...
Usuńoch, właśnie za oknem brazilijskie disco na zmianę z brazilijskim techno, mam wrażenie, że ściany drżą.
OdpowiedzUsuńSceny jak z horroru... Współczuję
UsuńObserwowalam takie rozwrzeszczane towarzystwo na plaży.Rzeczywiscie - rodzice bardziej glośni niż dzieci.Moze już sam fakt "mania" większej ilości dzieci jest tak frustrujący?
OdpowiedzUsuńMyślę, że hałasowanie jest pierwotne, wielodzietność - wtórna 😆
Usuń