niedziela, 9 kwietnia 2017

powiedzieć

- Naturalnie, że nie jestem wrażliwa na krytykę. Naturalnie, że po krytyce nie mam ochoty kupić bardzo długiego zamka błyskawicznego i zamknąć się nim w najciemniejszym kąciku.
klubzaglebiowski.pl
         Naturalnie, że po krytyce nabieram głębokiego wdechu, rozpościeram szeroko ramiona i mówię: tak, to jest to, co dodaje mi skrzydeł. I odlatuję. I tak lecę, i lecę.
         Naturalnie, że krytykę traktuję jak zastrzyk nowej energii. Że robię sobie po niej kawę, dosypuję zamiast cukru łyżeczkę krytyki i pijąc tę mieszankę, czuję jak nowa siła i nowa energia dochodzą do każdej komórki mojego ciała. Zwłaszcza do tych, odpowiedzialnych za dalsze działania.     
         Naturalnie, że mam do krytyki należny dystans, wiem, że nie dotyczy ona mnie personalnie, tylko pracy, którą wykonałam i wcale nie biorę jej do siebie. Ja jestem ok i ty jesteś ok. Jeśli panuje między nami pozytywna energia, możemy powiedzieć sobie wszystko. W końcu obie jesteśmy dojrzałymi osobami, gotowymi na przyjęcie prawdy. Tylko że ty dałaś mi z dobroci serca wór śmierdzącej jak końska kupa krytyki. A ja przyjęłam ją ze zrozumieniem, wysłuchałam, powiedziałam "Ok, rozumiem". A ty spytałaś mnie, czy na pewno wszystko jest ok i czy nie czuję się z tym źle. "Nie, nie czuję się z tym źle". Zapomniałam tylko dodać, że w tamtej chwili przestałam się zupełnie czuć.
         Naturalnie.

28 komentarzy:

  1. ja zupełnie jak Ty Kalino naturalnie znoszę krytykę i sarkazm, tak z gruntu się nią nie przejmuje i w ogole mam płaszcz ochronny po ktorym spływa...sama popełniam takie rzeczy ale staram się juz teraz staram się nie wprost...delikatnie albo dookoła albo wcale!! oraz mnie boli krytyka od osób na których mi zależy... i nie wiem, czy to wstyd, czy wkurzenie i upokorzenie czy zawód i rozczarowanie...

    OdpowiedzUsuń
  2. Sama lubię sarkazm - tylko może nie zawsze skierowaną w moją stronę

    OdpowiedzUsuń
  3. A ja nie lubię ani krytyki, ani krytykować… Samo to słowo - KRYTYKA - jest tak krytyczne w swoim wydźwięku, że jakoś nigdy nie odbieram go pozytywnie. Nawet jeśli mówi się o tzw krytyce pozytywnej i konstruktywnej. Akurat taka istnieje, ha ha ;-). No, ale ja mam często poglądy wywinięte na lewą stronę (nie = z politycznym znaczeniem). Pozdro Kalinko!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Konstruktywna krytyka to nowomowa coachów i psychologów. Znam takich wielu. Sami konstruktywnej krytyki nie znoszą. 😉

      Usuń
  4. Auć. Współczuję i głaskam. Sama mam wokół siebie stada chętnych do krytyki. Nie zawsze konstruktywnej. Część umiem olać, część boli. Warto pamiętać, że nie żyjemy i pracujemy po to, by się komuś podobać, tylko tak, jak sami uważamy za właściwie. Nad słowem krytycznym można się chwilę zastanowić. Ale tylko chwilę. A potem dalej iść tak, jak Ci wewnętrzna Kalina podpowiada. Ta Kalina wie, jak ma być.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Już szykuję mocne łaty, żeby dziury w duszy poprzykrywać.

      Usuń
    2. Ja amm dobry klej, mozna je przykleic i bedziesz potem w tych miejscach nie do ruszenia :)))

      Usuń
    3. O, klej Konrada, którego Pippi ma u siebie w Willi Ślicznotce?

      Usuń
  5. u mnie krytykę stosuje jedynie dyrektor bo moja kierowniczka nie ma jaj. Kompletnie nie ma przebicia i nawet nie próbuje zwracać uwagi bo nikt jej nie słucha. W typach osobowości ona jest idealnym gołębiem. Nie wiem co robi na tym stanowisku. Natomiast dyrektor to facet i do tego szowinista. Ostatnio jego ulubiona krytyka brzmi tak: proszę zejść na dół do swojego biura i zastanowić się jak by w tej sytuacji postąpił psycholog (załóżmy, że właśnie jestem psychologiem). I jeszcze druga jego ulubiona kwestia: widzę, że w tej sprawie znów doszły do głosu Pani hormony ... (tutaj zwykle zastanawiamy się z koleżankami czy to już jest molestowanie czy tylko zwykłe chamstwo ...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ależ cham! Męski szowinista!

      Usuń
    2. nieźle nie ? gbur i cham no ale ... na razie musimy go jeszcze znosić jakiś czas ... może sam odejdzie a może doczekamy jego emerytury :D

      Usuń
    3. No! 2 w 1 ten dyrektor... A nawet 3 w 1, bo dolozylabym jeszcze prostaka.

      Usuń
    4. Aż się prosi, żeby mu odpowiedzieć w ten sam deseń: No, widać że u pana dyrektora dzisiaj testosteron zamiast neuroprzekaźników w mózgu działa...

      Ale naturalnie każdy jest ekspertem w cudzych sprawach, a gdy się jest "na stołeczku" to wcale tak łatwo nie jest się odszczeknąć...

      Usuń
    5. to malutki człowieczek i generalnie poza tym, że czasem podpisze nam jakieś pismo nie za wiele ma do roboty to i cham bo się nudzi. W zasadzie to taki figurant. Ale widać, że mu się pogarsza z wiekiem bo ma 60-kilka i jakieś 10 lat temu aż takim zgredem nie był i takich komentarzy nie rzucał. Puszczamy mimo uszu i robimy swoje ;)

      Usuń
  6. Uzasadniona, konstruktywna krytyke jestem w stanie przelknac, chociaz przyznaje, ze nie jest latwo. Ale juz takie krytykowanie na zasadzie "bo ja robie/mysle/mam inaczej i to ja mam racje" to mnie wkurwia.. no ale ja sie urodzilam ponoc juz wkurwiona:)) Serio, mama cale zycie opowiadala jak to urodzilam sie z marsem na czole:)) Ale tez ona zawsze miala inaczej niz ja, wiec nic dziwnego, ze jak juz sie wyleglam i zobaczylam kto jest moja mama to natychmiast sie wkurwilam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Stardust, a jaka jest różnica między krytyką konstruktywną a destrukcyjną? Chyba tylko w tym, jak bardzo krytykowany jest przybity... 😉

      Usuń
    2. Domyslam sie, ze mowa o krytyce ze strony zwierzchnikow w pracy, ale tylko sie domyslam, wiec w tej kwestii odpowiem.
      Madry zwierzchnik zanim skrytykuje to ZAWSZE pochwali, doceni i nigdy nie "dobije" slowem. Wrecz przeciwnie przedstawi krytyke takimi slowami, ze czlowiekowi samemu z siebie jest glupio, ze popelnil cos nie tak.
      To jest moim zdaniem konstruktywna krytyka.
      O takich zwierzchnikow bardzo ciezko, ale mialam w swoim zyciu kilka perelek, dokladnie to chyba cztery osoby, ktore umialy wlasnie w taki sposob skrytykowac.

      Usuń
    3. Slowem, konstruktywna krytyka motywuje pozytywnie a nie wali w leb na slepo.

      Usuń
    4. Dokladnie, Stardust.
      Kalina, takie wiadro "gównianej" krytyki jak w Twoim przypadku to nie jest krytyka - to jest chamskie ulzenie sobie, akurat bylas po prostu pod reka i posluzylas za ofiare. Swiadczy to tylko o malosci "krytykujacej" osoby.

      Usuń
    5. Jednak mimo wszystko uprzejmie informuję, że jakoś tak łatwiej przychodzi mi znieść pochwały. (To gdyby ktoś się zastanawiał, co mi kiedyś w laurkę wpisać) ;-)

      Usuń
    6. Bede pamietac, obiecuje:***

      Usuń
  7. Kiedy krytykant/krytykanta nie staje się hejterem, to wszystko jest do uniesienia :) najbardziej drażnią mnie te wszystkie typki, co to pod osłonką udają miłe i ciepłe osoby... bleee

    OdpowiedzUsuń
  8. Najgorzej jest wtedy, gdy dajesz z siebie wszystko, a ktoś i tak doszukuje się minusów.
    Mnie krytyka boli nawet wtedy, gdy wiem, że coś spieprzyłam. Tylko wtedy wiem, że mi się należało.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Po głębszym zastanowieniu przyznaję Ci całkowitą rację. 😀

      Usuń
  9. U mnie w rodzinie wszyscy są przeogromnymi wrażliwcami jeśli chodzi o krytykę. Czasami trzeba się poruszać jak po polu minowym żeby nikomu nie zrobić przykrości :)

    OdpowiedzUsuń

Miejsce na "myśli nieuczesane":